niedziela, 26 lutego 2017


Baba reaktywacja.

Długo zabierałam się za pisanie.
Masa spraw, brak czasu nawet dla araba ( o tempora, o mores ! ) spowodowało,że baba zniknęła na kilka miesięcy.
Arab żyje. Został przeprowadzony wbrew woli - skoro baba się przemieściła to i arab musiał.
W tej chwili ma miejscówkę zaledwie 8 km od baby. Także plan jest aby często do araba zaglądać i wdrożyć jego arabski majestat w konkretny trening.
Domek to nowy babski świat. Swoja drogą, baba już przebiera nogami, aby wkroczyć z rozmachem do ogrodu i sadzić, sadzić, sadzić. Będzie prawdziwy magiczny ogród.
Babie udało się założyć maliniak w ostatnich dniach jesieni. Jeśli maliny przetrwały mrozy to szykuje się malinowa rozpusta w letnim słońcu.
Grusza i jabłoń też posadzona, a w planach czereśnia, mirabelka ... ech. Byle tylko wiosna zagościła na dłużej.
Całą zimę baba dokarmiała : dzięcioły, sikorki, kosy, wiewiórki, bażanty i 10 kotów od sąsiada.
Co ciekawe, jak tylko zrobiło się cieplej to koty nie okupowały już domu baby, a potrafiły zrobić prawdziwy"nalot". Nalot skuteczny do tego stopnia,że baba wieczorami gotowała mięso dla kocich terrorystów :-)
Ale...zima dawała w kość. Wszystkim.
Arab ma wolne - jak co roku. Kilka miesięcy nic nierobienia z powodu fatalnego podłoża. Baba tylko szukała konia pod warstwą błota i rozczesywała splątane kołtuny. Niech węzeł gordyjski się schowa przy tych supełkach jakie baba znajdowała w grzywie.
Ale wszystkie niedogodności, rekompensują babie widoki.


Takich przestrzeni wokół.


Pośród pól i lasów.


Niezależnie od pory roku.


Są tym co baba uwielbia najbardziej.
Nawet w pochmurnej aurze, długie proste do galopu prezentują się wspaniale :-)


I te zachody słońca 


oraz wschody...są obietnicą pięknych dni. Pełnych zapału, pracy i nowych doświadczeń.
Nie tylko na arabskiej ścieżce :-)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz