niedziela, 21 lutego 2016

Dorzynanie watahy.

W dniu wczorajszym nastąpił koniec epoki.
Ze swoich stanowisk zostali wywaleni na zbity pysk wybitni hodowcy koni arabskich, Jerzy Białobok oraz Marek Trela - dyrektorzy stadnin państwowych - Janowa i Michałowa.
Ta decyzja polityczna to zbrodnia przeciwko polskości, przeciwko nam - Polakom.
Usunięci specjaliści zostali zastąpieni ludźmi Prezesa, bez doświadczenia, bez wykształcenia, bez pojęcia o pojęciu. A wszystko po to, aby wysprzedać nasz majątek narodowy, zaprzepaścić 200 lat starań hodowlanych w imię politycznych rozgrywek.
Nie sądziłam,ze nastąpi taki dzień, gdzie z przerażeniem będę myślała o przyszłości mojego kraju.
Nie sądziłam,że nastąpi taki dzień, że stracę nadzieję w lepsze jutro ;-/

Link do artykułu - o tym jak rząd rujnuje polską hodowlę koni czystej krwi.

Link do Pulsu Miasta.Wywiad z z Panią Profesor prof. dr hab. Krystyną Chmiel-warto posłuchać.



poniedziałek, 1 lutego 2016

Baba w Norwegii.

Kraina łosi, fiordów i zórz polarnych przywitała mnie dość ciepło jak na te porę roku.
Zapakowałam ogromne ilości ciepłej odzieży, zakładając,że hipotermia mi nie straszna, tymczasem wraz z moim przylotem zaczęło się ocieplenie.
Zdążyłam pierwszego dnia wybrać się na narty biegowe - moja hostka chyba przewidziała tę zmianę w aurze i zafundowała mi trening na miarę Justyny Kowalczyk. No, dałam radę. Co jak co, polska krew nie woda :-)


Jak Norwegia to koniecznie Oslo. W najbliższej okolicy znajduje się muzeum poświęcone norweskim wyprawom arktycznym - Fram Museum. Nazwa pochodzi od statku, wokół którego dosłownie zbudowano budynek od podstaw. Statek ten brał udział w 3 wyprawach polarnych- min Ronalda Amundsena.
Fram został zbudowany z kilkunastocentrymetrowych dębowych bali, dzięki czemu możliwe było żeglowanie po zdradliwych wodach Arktyki. Nadano mu dodatkowo innowacyjny kształt jaja co pozwalało na wyślizgnięcie się ze szczęk lodu.
Statkowi się udało i przetrwał po dziś dzień czego nie można powiedzieć o dzielnych Norwegach.


Fram robi imponujące wrażenie

Replika Fram 


Przebieg trasy wzdłóż Grenlandii.

Część podróżników zginęła  w dość krótkich odcinkach czasowych, cierpiąc na szkorbut, hipotermię i nieznośne towarzystwo niedźwiedzi polarnych. Ponoć niedźwiedzie były niezwykle natrętne bo ściągał je zapach psów. Muszę dodać,że takie ekstremalne wyzwania to jest to, co Norwegowie lubią najbardziej. Sama wyprawa na Arktykę była jak na tamte czasy ogromnym przedsięwzięciem. Nie mniej znanym jest wyprawa na tratwie Kon-Tiki przez Ocean Spokojny, ale...jeśli wierzyć przekazom historycznym to Wikingowie byli praktycznie wszędzie, lata świetlne przed Kolumbem, więc żeglowanie mają niejako w genach.

Niedźwiedź polarny, największy predator naszych czasów, nie licząc oczywiście człowieka :-)

Wokół Muzem takie widoki na okolicę. Jak statek to musi być i port.

I będąc już w Oslo warto zajrzeć do Muzeum Narodowego, gdzie czeka uczta dla oczu i zmysłów.
Krzyku Edwarda Muncha nie trzeba nikomu przedstawiać :-)

Choć mnie bardziej urzekł ten obraz - góry w przepięknej, błękitnej poświacie.

Samo Oslo obfituje w zamki :-)


Najbardziej znany jest Zamek Królewski, gdzie urzęduje oficjalnie król Norwegii Harald V choć nie dzierży on realnej władzy.


Losy kraju rozstrzygają się w tym budynku.


I spacerując po Oslo mijamy typowe uliczki.



Grand Hotel jest położony w samym sercu miasta i jest to miejsce, gdzie najbardziej utytułowane głowy świata zasiadają do wspólnej kolacji. Można tam spotkać nie tylko polityków ale także przyszłych noblistów.


Pokojowe nagrody Nobla są wręczane w Oslo Radshus czyli miejskicm ratuszu.


W centrum miasta może zaskoczyć widok lodowiska, ale sporty zimowe to jest to co Norwedzy lubią najbardziej, od najmłodszych lat. Wszak wiadomo, czym skorupka nasiąknie za młodu....


Typowe pamiątki z Norwegii - wzorzyste rękawiczki, swetry, serwetki, kubki. Co dusza zapragnie.


Oraz mniej typowa część garderoby. To klasyczny strój ludowy Bunad, przekazywany w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Nic dziwnego, bo cena bunadu nie rzadko przekracza 40000 koron.
Strój ma różne warianty zależnie od regionu. Zakłada się go na specjalne okazje np. z okazji ukończenia szkoły.


Zatoka o zmierzchu. W oddali widać światła miasta.
Będąc w Norwegii nie da się ukryć,że określenie winter is coming nabiera głębszego znaczenia, tym bardziej,że zima odpuszcza dopiero w maju. Brrr.


I stojąc nad brzegiem Morza Północnego ma się wrażenie obcowania z czymś dzikim i zdecydowanie wściekłym. To te wody skrywają największe bogactwo Norwegii - ropę oraz łososie.
Nie ukrywam,że byłam ogromnie zaskoczona faktem jak szalenie dobry jest łosoś, nie ma porównania z wersją biedronkową. To najtańszy rodzaj mięsa, powszechny jak chleb i krewetki :-)
I jakościowo - nie do pobicia.





Nawiązując do ekonomii dodam,ze Norwegia stała się drugimi Emiratami dopiero w latach 60-tych.
Sami Norwedzy mówią,że dostali prezent w postaci złóż tego surowca i ich gospodarka ruszyła - dosłownie, z kopyta. Ale...jak wszystkie paliwa kopalne kiedyś się wyczerpie i dlatego Norwegia zużywa na bieżące potrzeby państwa tylko 2 %  dochodu z eksportu. Reszta zostaje odłożona dla przyszłych pokoleń. Plany na przyszłość to stworzyć nowe technologie, które będą mogły zastąpić ropę. Norwedzy są dalekowzroczni i dbają o swoich.

Byłam ogromnie ciekawa jak wyglądają tamtejsze ośrodki jeździeckie. Dotarłam do Askim center club i trafiłam akurat na zawody ujeżdżeniowe. Patrząc na poziom - regionalki w klasie L. 
Sama stajnia nawiązuje do powszechnie stosowanej stylistyki red and white.




Przyjezdne konie stały w osobnych kwaterach.


Obowiązkowo zapakowane w derki 


Natomiast stajenna ekipa miała spory areał do wykorzystania. 
Tendencje są raczej wolnowybiegowe, dość popularne są przydomowe, otwarte stajnie.
Po zapachu sądząc podstawowa pasza objętościową jest siano i kiszonka. Konie dostają też marchew i granulaty. 


Boksy są czyste i jasne. Konie stoją na trocinach, co raczej nie dziwi w kraju pokrytym w ponad 50% lasami.


Amazonki w drodze na halę.



Roprężalnia.


Poziom jeźdźców był bardzo urozmaicony. Startowały zarówno dzieci w wieku 10 lat jak i dojrzałe nastolatki. Obrazek w większości miły dla oka.
Co do ras koni najpopularniejszy w Norwegii to nie udało mi się uzyskać satysfakcjonujących odpowiedzi. Wiadomo, że fiordy - i muszę przyznać,że to kawał konia. Jest masa i jest moc. 
Poza tym rozszyfrowałam tabliczkę 1 folbluta i duńskiego konia gorącokrwistego.
 Araby są kojarzone jedynie z show i w sumie na tym kończy się znajomość tej rasy.




Z innych ciekawostek - mocno rozbudowana sieć wodna pozwala na generowanie białej energii z prądów rzecznych. Miałam okazje zobaczyć taki obiekt, w dużej mierze historyczny, jednakże wciąż w pełni sprawny.




Widok z tamy pokazuje przyrodę Norwegii w całej krasie. To surowa, niegościnna kraina, zamieszkała przez tak charakterystyczne dla Norwegii łosie. Łoś nie jest zbytnio wybredny i doskonale radzi sobie w surowym klimacie. Zjada zarówno bogate w żywicę szpilki drzew iglastych, jak i  roślinność bagienną. Ilość łosi w tym kraju jest monitorowana i odstrzał ściśle kontrolowany. 


Aczkolwiek łosie pojawiają się wszędzie. Zarówno w norweskiej kuchni jak i telewizji, nierzadko łoś jest numerem jeden.
I ten ostrzegawczy znak drogowy jest chyba tym elementem, który co rusz rzuca się w oczy.
Łosie frapują Norwegów.
Około 2 tysięcy łosi ginie corocznie na drogach powodując szkody na bagatela.. kilkaset milionów koron rocznie.


Dlatego wybierając się w podróż z Norwegiem, jedno jest pewne jak śmierć i podatki, opowieści jak znajomy znajomego miał wypadek z udziałem łosia, albo sam był świadkiem takiego wypadku.




Norwegia nie może się nie podobać. Nie spodziewałam się spotkać tak tolerancyjnych i gościnnych ludzi. Muszę przyznać,że gdyby nie klimat, to miejsce mogłoby uchodzić za prawdziwą Utopię.