niedziela, 20 września 2015

Baba żyje ;-)

Oj, biję się w piersi, bo częstotliwość moich wpisów jest nieproporcjonalnie niska w stosunku do aktywności.
Arabiszon przyznaję, miał dość luźne wakacje. Po moim powrocie z wojaży miał kolejne tygodnie przerwy z powodu : rozcięcia nadgarstka - tylko arab wie czym i w jakich okolicznościach,
zapalenia pochewki ścięgna oraz ...upałów.
Innymi słowy, w ramach nadrabiania mojej miesięcznej nieobecności , pędziłam do stajni 2 razy dziennie, aby pozawijać w opatrunki, nasmarować Naklofenem i schłodzić pod szlaufem. Ufff.
Czy już wspominałam,że nie lubię lata ? No...może troszeczkę :-). Za spektakularne zachody słońca, świetliki i cykady. Upały dały nam w tym roku w kość. Choć, co pozytywne, praktycznie w ogóle nie zużyłam psikadła na robactwo. Bo go nie było. Za sucho nawet dla krwiopijców.
 Psikadło mam w 100% ekologiczne i bardzo dobrze się sprawdza - da radę konia ruszyć na godzinkę, półtorej bez straty w ludziach i koniach.
Olejek Neem zakupiłam rok temu i na to wygląda,ze posłuży jeszcze za rok.


Olejek Neem tłoczy się z miodli indyjskiej. Ma właściwości antybakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze. Dodatkowo stosuje się go jako środek odstraszający pchły u psów i kotów ( ale kota bym tym nie smarowała bo śmierdzi okrutnie ) oraz daje świetne rezultaty jako kosmetyk pielęgnujący włosy.
Na nasze rodzime ektopasożyty też działa i po zmieszaniu z jakimś nośnikiem można go beztrosko wylewać w hektolitrach na konia. W sumie samo zdrowie.
Ja robię wywar z ziół, dolewam octu jabłkowego  jako konserwanta i do tego olejek na "oko".
Nie olejowałam nim włosów ze względu na zapach, ale gorąco polecam taki rodzaj kosmetyki.
U konia tym bardziej.
Arabiszon ma długą grzywę ....


Psioczę na nią praktycznie codziennie ... i przymierzam się ( jak na razie w wyobraźni ) do ścięcia w atrakcyjny, sportowy loczek ;-)
Wiem, wiem...co nas nie zabije to nas wzmocni. Więc cierpliwie robię warkocze przed jazdą i rozplątuje kołtuny, A najlepszym, używanym przeze mnie kosmetykiem do pielęgnacji grzywy są właśnie olejki.
Przetestowałam na arabie :


Olejek arganowy z Avonu. 


Olejek do pielęgnacji włosów Elseve

oraz the best of ... używany w tej chwili 


Marion, kuracja olejkiem arganowym, 7 efektów.

Nie wiem co jest nie tak z kosmetykami dla konia, ale każdorazowo musiałam grzywę prać, bo zostawał na niej paskudny osad tłustych substancji, które powodowały,że włosy się kleiły i kołtuniły.
Z olejkami nie ma tego problemu. Szczególnie ten z Marion , to absolutny hit. Przy arabiszońskiej grzywie sprawdza się doskonale. I kosztuje całe 12 zł co przy cenach końskich kosmetyków daje kolejny powód, aby sięgnąć właśnie po takie nie-końskie alternatywy.

Arab foto by Gabriela Pacyna :-)

Obecnie, arab spędza 12 / 24 godziny na rozległych pastwiskach. 
Ścięgno pod kontrolą czego nie mogę powiedzieć o jego wadze, dlatego też baba męczy konia  godzinkę dziennie.
 Sama też się męczy, żeby nie było,że tylko od araba czegokolwiek się wymaga.
Regularnie ćwiczę jogę, rozciągam śmiało ciało, aby arabowi było ze mną lżej. Elastyczny jeździec to bardziej świadomy jeździec. To kolejny krok do bycia lepszą babą dla araba ;-)