wtorek, 28 kwietnia 2015

Baba w Holandii

Holandia to kraina koni, kwitnących tulipanów i stroopwafli. W tym niewielkim kraju żyje 16 mln ludzi i idę o zakład,że przynajmniej połowa jeździ konno. W większości domów są przydomowe stajenki i przynajmniej kilka stajni w najbliższej okolicy. A okolica - fantastyczne proste na galopy. Zresztą, równolegle do ścieżek rowerowych biegną piaszczyste trasy dla koni.
 Arab by oszalał ze szczęścia..przynajmniej początkowo....

Po lewej trasa rowerowa, po prawej koniostrada ciągnąca się przez n-kilometrów.

Bo jestem pewna,że arab by marudził na realia życia w wypasionej stajni :-)
Ot, taka miejscowa, rekreacyjna stajenka. W obrębie ośrodka bagatela 3 kryte hale.

Piękna, prawda ;-) Hala nr 1

Hala nr 2

I bardzo zajęta hala nr 3.

Całość kompleksu mieści się pod wspólnym dachem - tak wygląda wejście do stajni.


A przed stajnią oczywiście ujeżdżalnia. Także bardzo zajęta przez młodych adeptów trudnej sztuki jeździectwa.



Większość konia stała zaderkowana w stajni. Reszta - tzn ogólnie mniejszość z większości, także zaderkowana stała na mikro-padoczkach.


Trzeba się przywitać :-)


Moje źródła podają,że to jest część prywatna stajni niedostępna dla osób z zewnątrz.




Sama stajnia ogromna. Metraż tak wielki,że można się było zgubić.



Jak wypas to bez solarki ani rusz.



Stajnie przydomowe to całkiem inna bajka....


Może i nie ma hali...ani solarium, ale jest przestrzeń.
Z moich obserwacji wynika,że fiordy oraz konie w typie cob są najpopularniejsze.


Takie tam koniki spotkane pośród ...niczego.

A wokół tylko ...


Morze krów maści wszelakiej na pospół ze stadami owieczek. 


I przesztrzeń po horyzont....
Cały teren udostępniony dla jeźdźców. Innymi słowy - grzech nie jeździć :-)
Takie trasy prowadzą przez wrzosowiska. Oczami wyobraźni widzę te kolory jesienią.



Takie widoczki, tym razem z siodła...niezawodnego jednośladu :-)

         video

Oraz moje ulubione miejsce w Holandii - malownicza wioska Giethorn zwana Wenecją Północy.

video


Stęskniłam się za arabem okrutnie :-). Wojaże wojażami, ale w domu najlepiej. 
I chleb smakuje inaczej ( w holenderskich bułkach znalazłam w składzie az 7 róznych E ! ) i słonko jaśniej świeci. 
Szykuję się więc na majówkę po arabsku.
















czwartek, 16 kwietnia 2015


Jazda z głową.

Wybrałam się na szkolenie z Elaine Butler - Ride with your mind.
RWYM odbyło się w przepięknej scenerii stajni Romico i ogólnie mówiąc....zmiażdżyło system.
Wszystko co wiem o jeździe konnej zostało wywrócone do góry nogami i totalnie przewartościowane. Ja zostałam wywrócona do góry nogami i wszystko co do tej pory przyjmowałam za pewnik rozsypało się jak paczka puzzli.
Nie czytałam ( ale szybko nadrobię ten niewybaczalny błąd ;-) książki Mary Wanless, ale o szkoleniach RWYM słyszałam tyle dobrego,że wyjazd na RWYM planowałam od zeszłego roku.
Nie żałuję ani chwili.


Jazda z głową to nie łatwa sztuka...bo wymaga ogromnego skupienia. Wręcz miałam przez chwilę zwątpienie...czy da się panować nad swoim ciałem w takim zakresie, aby biomechanika ruchu była poprawna.
 Dążenie do doskonałości to droga, a osiągnięcie perfekcji w jeździectwie jest wprost proporcjonalne do wysiłku, jaki należy włożyć, aby zniwelować własne słabości. I to chyba w jeździe konnej jest najbardziej cudowne,że zawsze jest coś do poprawienia - nie tyle w koniu, ale w sobie. Stajemy się lepszymi ludźmi nie tylko mentalnie, ale także całościowo jako human being :-)
Samo szkolenie dało mi ogromnego kopa do działania. Tym bardziej mam motywację, aby jeździc i pracować nad sobą. Powiem inaczej, nic po tym szkoleniu już nie będzie takie samo :-)
Stajnia Romico zrobiła nie mniej powalające wrażenie :-)
Wejście do stajni.



Boksy.

Maneż z kwarcowym podłożem

Stajnia od strony pastwisk

Droga na pastwiska.



Wejscie na małą halę.

Mam nadzieję,że wkrótce zawitamy w Romicowe progi, aby się szkolić wraz z arabem pod okiem Elaine.
Jestem pewna,że arabowi się spodoba :-)