sobota, 31 stycznia 2015

Foto galeria
Winter time :-)

Baba wymyśliła dziś sesję zdjęciową. Wpierw obgryzała paznokcie z nerwów, żeby tylko utrzymał się śnieg, jak już ten śnieg napadał- specjalnie na życzenie baby! to baba się martwiła czy będzie słonecznie. No, cała baba....arab miał to gdzieś. Bo arab ma prezencję nawet gdy nadciąga klimatyczny kataklizm. Arab ma arabskość we krwi, niezależnie od pogody.


























Araba fotografowała niezrównana P.Kinga Kłapocz-Drapa :-)
Kinga K-D photography






Arabski punkt widzenia

Bycie arabem baby ma swoje niezaprzeczalne plusy. Baba jest z reguły pod ręka - a żeby rączka się nie nudziła, to mizia, drapie i czyści zaklejone futerko. No i co ważniejsze, baba szaleje za arabem, a arab to wie i czasami niecnie wykorzystuje :-]
Baba to przede wszystkim kompan do wycieczek i dostarczyciel przyjemności. Arab lubi gdy baba do niego przyjeżdża, bo wie,że będzie się działo. Nie trudno araba oderwać od kolegów, gdy baba się pojawia na horyzoncie. Wszak baba, może i za dużo gada, za dużo myśli i  za dużo sie przejmuje, ale to swój człowiek ...tzn arabski :-)

video

piątek, 30 stycznia 2015

Baba u pieca...

I trzeba koniecznie dodać,że chlebowego :-)


Miałam dziś okazję wrócić choć na kilka godzin do przeszłości. Zakasałam rękawy i starym zwyczajem ugniatałam podpłomyki z ciasta żytniego na zakwasie. Ciasto było ciepłe, miękkie i puszyste. Prawdziwie żywe, oddychające ciasto - pełne dobroczynnych mikroorganizmów.

Jak widać chętnych do "klepania" nie brakowało :-]

Chleb żytni wypieka się 1.5 godziny, a podpłomyki potrzebują dosłownie minuty aby z niepozornych placuszków ..



Wyrosnąć na całkiem konkretny placek. Smak nieporównywalny z niczym innym. Lekko kwaskowy, mączny ... po prostu pyszny. 


Na taki gorący i pachnący ogniem podpłomyk koniecznie masło domowej roboty i miód.
Szczerze zazdroszczę posiadaczom pleca chlebowego w domu. Mogłabym jadać takie specjały codziennie. Jak powszechnie wiadomo, prosta kuchnia smakuje najlepiej.


Chleb wypiekano kiedyś "od wiellkiego dzwonu" i nie marnowała się nawet okruszynka. Sam żytni chleb na zakwasie jest ciężki i twardy, ale utrzymuje świeżość przez wiele dni, Taki chleb to samo zdrowie i gwarancja,że nie grozi nam głód dopóki on jest na stole.



I żeby nie było, pojawił się i koński akcent. Schowane w szopie są wspomnieniem czasów ich dawnej świetności.


Nic tylko zaprzęgać i jechać na kulig ;-]









niedziela, 25 stycznia 2015

Dzień z życia araba XV.

To,że arab ma wiele wspólnego z mamutem - to nic nowego, wszakże takiej okrywy zimowej jaką ma arab, nie powstydziłby się żaden szanujący się mamut. Może dlatego wszelki śnieg, lód, zamiecie i burze śnieżne mu nie straszne. Baba jak to baby mają w zwyczaju, chucha na araba ...ale arab pokornie znosi te zabiegi. Niech już chucha jak musi, bo a nóż się udusi :-) Grunt,ze przynosi marchewki i zapełnia arabowi czas nowymi przygodami :-)
Kiedy to arab był ostatnio gdzieś pobiegać...hmmm....baba coś wspominała,że 2 tygodnie temu. To w końcu arab może rozprostować kopytka. Przez ostatnia noc napadało śniegu, co tam że dalej pada, ale baba już się ubiera i ruszamy przecierać ścieżki.Jupi !!!


Baba nie była w stanie robić fotek na otwartej przestrzeni. Śnieg wiał jej prosto w oczy. Ale baba się hartuje, wszakże każda chwila spędzona z arabem nie jest stracona ;-]


Widać,ze arab zgarniał śnieg uszami :-)


A te cudaki wyglądają jak zimowe bazie. Z tych suchych badyli wyrosną piękne, żółte kwiaty. A na razie cieszą oko w takim nietypowym wydaniu - schowane pod pierzynką. Arab oczywiście sprawdzał czy jadalną ;-]


Zima wszystkie drogi są przejezdne. To najlepsza pora do uprawiania radosnych galopów.
Arab to wie :-) 


Baba z pewnością zabierze jeszcze araba na zimowy rekonesans. Oby tylko zdążyła przed odwilżą.
Arab będzie czekał na babę, swojego prywatnego dostarczyciela przyjemności.






niedziela, 18 stycznia 2015

Baba u pszczelarza :-)

Gwałtowne zmiany aury dały się we znaki najbardziej odpornym jednostkom :-) Od kilku dni kicham, smarkam i wyleguję "stare" kości pod kocem. Optymistycznie założyłam,ze 2-3 dni kuracji i mi przejdzie.... Najbardziej szczęśliwy z mojej niedyspozycji jest kot, który całe dnie okupuje moje kolana bąź zwija się w kłębek pod kocem. Rzec można,że zrobiłam kotu przezent :-), który może bezkarnie włączać cały repertuar mruczeń i bezwstydnie pchać łebek pod pańciową rękę.
   Tęskno do araba, ale rozum bierze górę nad sercem. Niech też czeka i tęskni -
 to będzie nas dwoje:-)
Przyznaję,że lekarzy unikam, z zasady. Chyba nie różnię się w tym od każdego, statystycznego Polaka, który ma dość stania w kolejkach po skierowanie do specjalisty i termin z kosmosu.
Wychodzę z założenia,że z sezonowymi dolegliwościami można się uporać w kilka dni w bardzo prosty sposób.
Zainwestowac w naturę :-) Ja osobiście inwestuję w pierzgę.


Właściwości tego cudu natury nie da się przecenić. Działa przeciwnowotworowo - leczy i zapobiega nowotworom, działa jak naturalny antybiotyk zwalczając infekcje bakteryjne i wirusowe, znacząco podnosi odporność, pomaga w detoksykacji organizmu, leczy stany zapalne, zwalcza alergie i wiele, wiele innych. Te niezwykłe właściwości pierzgi były znane już setki lat temu i jest to najstarszy "suplement" diety, znany jako boski nektar i odżywczy eliksir życia. Mnie stawia na nogi w kilka dni.
A wszystko to dzięki pracowitości naszych braci mniejszych - pszczół.


To one pracowicie zbierają pyłek kwiatowy do "koszyczków" umieszczonych na ich odnóżach.

Tylne odnóże pszczoły miodnej.Owłosienie pomaga w zbieraniu pyłku do koszyczka zaznaczonego strzałką.

Pyłek ten następnie ulega fermentacji w szczelnie zamkniętych woskiem komorach, więc można powiedzieć,że pszczoły modyfikują pyłek, dzięki czemu zyskuje on nowe właściwości i ulepszony skład.


A tym samym jest to jeden z najlepszych produktów leczniczych ever. 
Zachęcona efektami leczniczymi apiterapii, przymierzam się teraz do przyrządzenia nalewki propolisowej - i choć nie przepadam za alkoholem to poświęcę się i "ku zdrowotności" wychylę kielonka na zdrowie :-)











sobota, 10 stycznia 2015


Weekendowo...

Są takie dni,że najlepszym sposobem na ich spędzenie jest zagrzebianie się pod kocem, z dobrą książką I kotem :-) pod ręką. I dziś jest właśnie taki dzień.
Ostatnia noc obfitowała w anomalie pogodowe, bo o ile porywisty halny staje się powoli normą, to burza w styczniu zdecydowanie od tej normy odbiega. Nic jednak straconego – pomimo słotnej aury znajdzie się i czas dla konia jak i na małe co nieco. Jeśli celebrować weekend to z przytupem.
Standardowo już sobotnie poranki to nie tylko siedzenie przy stole z herbatą z miodem, ale także pichcenie meszu dla araba. Mesz się “kisi” kilka godzin w garnku i nabiera mocy urzędowej. Za to jak smakuje – to może powiedzieć tylko arab, który wylizuje miskę do czysta. 



Jak widać na zdjęciu strzygi poradziły sobie także z warkoczykami ;-/

Podstawowy składnik meszu to otręby oraz mielone siemię lniane. Ja dodaję do niego także algi morskie, słonecznik, marchew lub jabłko. Wbrew pozorom nie jest to czasochłonne, a mam pewność,że wszystkie składniki są świeże i w pełni wartościowe. Tej pewności już niestety nie mam w przypadku “kupnych”pasz, które dodatkowo zawierają bardzo często GMO ( bo gdzieś te produkty trzeba upychać ) I są po prostu drogie. 
Żywienie koni to w ogóle temat na niejedną rozprawę magisterską ( ba, nawet doktorską ).
W dawnych, zamierzchłych czasach gdy borykałam się z problemem wiecznie chudego konia, inwestowałam w energetyczne pasze, olej lniany, słonecznik, jęczmień etc. Na dobrą sprawę wystarczyło zmienić stajnię na taką, w której rzeczywiście zapewniano dobrą opiekę i stały dostęp do siana. Koń zmienił się nie do poznania i taki stan utrzymuje się od wielu lat. Staram się jednak nie przekarmiać, w sezonie pastwiskowym ucinam paszę treściwą - ale dostęp do siana jest cały rok, więc o ile arab ma chęć to zawsze i w każdej chwili siano czeka w paśniku. Nie oszczędzam na jednej rzeczy - i są to dodatki mineralne. Witaminkom dla koni ( i nie tylko ) mówię stanowcze nie.
Powód ? Zachęcam do obejrzenia :-)


video


Sama kiedyś namiętnie kupowałam witaminy, leczyłam przeziębienie 1000mg dawkami wit C. 
Z teraźniejszej perspektywy widzę,że ... no naiwna byłam, ale i młoda więc te grzechy młodości są daleko za mną. Dlatego z wszelkimi nowinkami dla koni, psów, kotów jestem na bakier. Wolę zainwestować w parę jabłek i zabrać araba na popas na podgórskie łąki, które są "bożą apteczką" pełną ziół niż faszerować go chemią. 









wtorek, 6 stycznia 2015

Dzień z życia araba XIV

Baba nakręciła się na śnieg. Była tak podekscytowana,że arab miał wrażenie,że ją skądś wypuścili i nie może nacieszyć się wolnością. Baba była przekonana ( jak się okazało błędnie),że skoro śnieg  padał wczoraj, więc dziś poszaleją, pojadą hen przed siebie, no bo przecież padało!! Baba jak nic  wywróżyła powrót arktycznej zimy. Widać,że babie kariera wróżki nie jest pisana, bo śnieg jest, ale w ilościach mikro. Pod śniegiem lód i gruda. Arab to wiedział ;-]


Babie zrzedła mina już na pierwszej prostej. Była prawie zdecydowana,że wracają z arabem do stajni. Plany po raz wtóry zostały zweryfikowane, bo arab dał babie znać,że zbliża się grupa jeźdźców,a że arab jest dobrze wychowany, więc postanowił się przywitać.


I odprowadzić zziębniętych wędrowców do stajni.



Nie żeby arabowi było zimno. Dawał radę :-)


Za to baba na ostatniej prostej zaczęła marudzić,że jej zimno w stopy. Jak wiadomo, araby stóp nie mają, więc arab nie miał pojęcia o co tyle wrzasku.


Baba pomarudziła i chyba pozazdościła arabowi kondycji, bo postanowiła  wracać z arabem w ręku.
Arab wiedział,że dziś z babą jest coś nie teges. Nie dość,że postanowiła pobiegać sobie koło araba, to jeszcze chuchała i tupała tak,że straszyła okoliczną zwierzynę.


Ale arab jest babo-odporny :-)
Baba nadała takie tempo,że szybko dotarli do stajni. Arab, choć nie zdążył się spocić, został solidnie rozmasowany słomą i poczęstowany jabłuszkiem - baba mówi,że jest zahartowany jak Rusek pod Stalingradem. To pewnie dlatego baba marznie, a on nie. Tylko....arab sobie nie przypomina,żeby kiedykolwiek dotarł z babą pod jakiś Stalingrad ;-/
Dziwna ta baba i jej pomysły :-]







piątek, 2 stycznia 2015

Wspomnieniowo ....

Czasami dopadają mnie myśli, aby rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady. Zbierać jadalne korzonki i robić wywary w dużym,żeliwnym kotle :-) Haha, ta opcja mi się faktycznie podoba, dlatego postanawiam być bardziej konsekwentną w wyznaczaniu i realizacji nowych celi. Ktoś mi kiedyś powiedział,że stara się żyć tak, aby każdy dzień dopinać na ostatni guziczek i następny bez żalu zaczynać od nowa. Często wspominam te słowa i staram się zamykać guziczki, strzepnąwszy najpierw z siebie  pyłki złych emocji, porażek, negatywnych doświadczeń...nie jest to łatwe zadanie, ale do wytrwałych świat należy i wierzę,że praktyka czyni mistrza.
Nowy Rok zaczynam z kolejnym bagażem doświadczeń i z mocnym postanowieniem poprawy :-]. Co roku wyznaczam sobie cel, który sprawia,że jestem lepszym człowiekiem. Co roku udaje mi się iść małymi kroczkami do przodu bo wierzę,że :


Postanowienia na ten rok są następujące :

1. Znaleźć czas na lepienie garnków
2. Rozwijać się zawodowo i przyłożyć się do CPE
3. Systematycznie trenować pod krytycznym okiem
4. Przestać sie garbić
5. Spędzić fantastyczne wakacje gdzieś w buszu :-)
6. Wyeliminować ze słownika słowa " nie dam rady", " nie umiem", "nie uda się"
7. Konsekwentnie karmić "dobrego wilka"

A kto nie zna przypowieści o wilku to był to tak :