poniedziałek, 20 lipca 2015

Baba w młynie

Baba w rozjazdach, arabowi lżej ;-). Arab miał miesięczną przerwę treningową. W sam raz na regenerację i przybranie masy. A jak wiadomo - najpierw masa, potem rzeźba.
Baba za to wyjechała na drugi koniec Polski - 550 km według google maps, do miejsca, w którym czas biegnie inaczej. Baba wyjechała do Pajtuńskiego Młyna.
Młyn stoi - a jakże, w dodatku nie taki zwykły młyn, ale tak stary,że pamięta potop szwedzki i wszystkich królów począwszy od XVII wieku.

                                                           Młyn od strony rzeki

i od środka. 
Te kadzie po lewej służą do przydomowej produkcji najlepszego piwa jakie baba w życiu piła. 
(Może i baba nie ma zbytniego doświadczenia w tej materii, ale kubki smakowe baby były 3x na tak )

 Nie tylko młyn sprawia,że to miejsce jest niezwykłe. Szerokie trakty leśne, sosnowe bory i nade wszystko konie były magnesem, który przyciągnął babę do tego miejsca. Jak powszechnie wiadomo, baba to człowiek z lasu - choć nie ukrywa,że ten leśny bezkres wzbudził respekt nawet w babie.
Ale baba z mocnej gliny ulepiona. Dała radę.


Widok na młyn oraz stajnie ( po lewej ) 


Rozlewisko koło młyna


                                          oraz słynny, filmowy dom nad rozlewiskiem.

video
                                                            Pajtuński młyn okiem baby

Jak już baba znalazła się w "dziczy" to z uporem maniaka biegała z aparatem i lornetką.
Tak, tak - wieczorami na ambonie odbywały się nietypowe polowania na lisa. Lis był w miarę punktualny i pojawiał się w towarzystwie jelenia, czasami żurawia lub bociana. Baba ich wszystkich podglądała choć przychodziła specjalnie dla lisa. Ten jednakoż był za daleko i zbyt nieświadomy obecności baby, aby udało się go "złapać"na kliszy. On - czyli lis, gdzieś tam jest. Kto czytał Małego księcia ten wie,że lisy sie trudno oswaja.


Baba nie miała za to żadnego kłopotu z "polowaniem" na mniejsze okazy mazurskiej fauny


Świtezianka błyszcząca

Ważki do koloru, do wyboru...


A ten motyl wygląda na Pokłonnika...wpadł pokoju baby i wymagał szybkiej akcji ratowniczej.

Bociany to może widok powszedni w tych stronach, ale baba tego w domu nie ma. Czatowała na bociany, co nie było łatwe bo boćki nie bardzo miały ochotę pozować.


Właśnie widać jak bardzo ... bociek się ewakuował ;-)


Za ta małże baba bezproblemowo wydłubywała z mułu -i żeby nie było, baba nie ma nic wspólnego z brakiem lokatora tej muszli :-)
Za to próba zaklasyfikowania tegoz osobnika do jakiegos gatunku to z pewnościa nie jest "broszka" baby...



Za to konie - to całkiem inna bajka. Szczególnie te pajtuńskie. Tabun koni spędza 3/4 doby na rozległych pastwiskach ( na babskie standardy - OGROMNYCH ). 
Gdyby mogły się usmiechać jak arab to pewnie by strzelały sweet focie do aparatu ;-)

Powrót z pastwisk


video
konie na "deszczowej" łące. popołudniowy popas.


krystalicznie czysta rzeka ( tylko w takiej żyją małże ! ) zaprasza do wodopoju.



Gdyby ktoś miał wątpliwości - to tak, to są dwa konie. Baba zlapała moment gdy dwa zaprzyjaźnione wierzchowce oganiały się nawzajem ogonami od much. 
Takie sytuacje są możliwe tylko w stadzie. Pełna komitywa.


Pajtuńskie konie także i całe noce spędzają na żerowisku ( i teraz to dopiero arab zazdrości ;-)

 ( fot Ola Sypuła )

Pozostałą część dnia życzliwie użyczają jeźdźcom swoich grzbietów dzięki czemu nawet najbardziej oporni mogą choć przez chwilę poczuć jak rosną im skrzydła. A jest gdzie tymi "skrzydłami" pomachać :-)
Takie proste na galop - jakby specjalnie stworzone do "latania"
Jak widać po fotkach, baba zdradziła araba na rzecz kasztana....i nie tylko ;-)


Wyjazd ze stajni


droga z Purdy przez las to Pajtuńskiego młyna


okolice jeziora Serwent


Baba na czele :-)



Powrót o zmierzchu. Piaszczyste trakty są wspaniałe do jazdy  ale maja zdecydowanie jeden minus. Strasznie pylą podczas letnich upałów. 

I tu oczywiście nie baba, a niezwykle serdeczny człowiek -"szefu" Pajtuńskiego Młyna Sławek Nafalski


I wokół przestrzeń po horyzont ...







I niezaprzeczalnie piękne zachody słońca.


oraz jeziora z wodą przejrzystą jak lustro

Jezioro Serwent

Pajtuńska ekipa moczy kopyta w Serwencie. Baba pierwsza po prawej.

Jezioro purdzkie.

Jak to baba zawsze mówi - nie ważne gdzie, ważne z kim. Z taką ekipą można jechać wszędzie.

video


Choćby nawet na lody do sklepu ;-)


albo na zawody - TREC-owe. 


mniam, cross ;-)


"eska" czyli jak sie zmieścić i nie zrzucić belki. ( fot Małgorzata Mańkowska )

Konkurencja MA na najwolniejszy galop i najszybszy stęp.

Jak powszechnie wiadomo to Juliusz Cezar rzucał onegdaj kośćmi, ale na zawodach rzucano całkiem poważne kłody pod nogi.


nie tylko koniom ;-)

Zeskok z bankietu ( fot Małgorzata Mańkowska )

i na bankiet. ( fot Małgorzata Mańkowska )

Jak widać niektórzy latali ;-)

A niektórzy mieli z górki.

 ( fot Małgorzata Mańkowska )



Ostatecznie można się tutaj poczuć jak Włóczykij z Muminków tylko w wersji z napędem na 
4-kopyta.
Jest gdzie, jest z kim - grzech nie jechać ;-)

Przygotowania do wyjazdu - baba, Główny Lustrator.
Można ruszać przed siebie.


Pomoczyć kopyta 



i złapać troche słońca zanim nastaną długie jesienne dni.

(fot Ola Sypuła )

Zawieranie nowych znajomości to jest to, co baba lubi najbardziej. Zawsze dorwie jakieś najmniej spodziewające się baby stworzenie
Tym razem baba działała w stajni Kurki 









A czasami to babę "coś" dorwie ;-)
I nie chce puścić.

Baba w młynie oprócz nowych znajomości, zyskała odrobinę więcej wiary w siebie i swoje możliwości.
 Na pewno wykorzysta to do realizacji "niecnych" planów, które także w niedłączny sposób wiążą się z arabem. 
( jakżeby mogło być inaczej :-)





























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz