środa, 30 grudnia 2015

Babskie przemyślenia  czyli fajne rzeczy, na które baba wpadła przypadkiem i nie miała pojęcia ,że są takie fajne :-)

Ja baba, totalnie nie medialna, oglądająca tv jedynie dla towarzystwa przy tak złożonych czynnościach jak obieranie ziemniaków czy też mycie garów  - przyznaję się do trawienia czasu na
( najlepiej ) niekończące się sezony seriali.
Dobry serial wciąga mnie porównywalnie tak mocno jak dobra książka. Co w skrócie oznacza, że po zakończeniu serii jestem na "głodzie " :-) Ale dobry serial .. heh...się zdarza i o takich warto by wspomnieć
Dexter - nooo, zdecydowanie mój pierwszy nałóg. Szczęście w nieszczęściu,że baba poznała Dextera będąc na grypowym chorobowym, bo w innych okolicznościach natury nie dała by rady spędzić bite 8 godzin dzień w dzień na śledzeniu wątków serialu. I baba była przekonana,ze taki majstersztyk trafi się tylko raz.

Ale...okazało się,że Dexter ma kolegę Hannibala. I Hannibal po tylko 3 sezonach ( czego baba nie może odżałować ) przekonał babę,że z Dexterem to się  lubią, ale to Hannibal jest numerem jeden w rankingach baby.

Nie będę przekonywać,że Hannibalowi warto poświęcić swój czas :-)
Ten serial jest rewelacyjnie dopracowany oraz naszpikowany symboliką jak babka rodzynkami. Niby show drama etc, ale jednak dla koneserów. Uderza w głębsze struny, nie tyle mroczne ...... ale i te, gdzie dobro i zło uderza w ten sam ton. Czy zło jest zawsze czarne a dobro białe ?
Baba się jednym słowem"rozmiłowała" w Hannibalu prawie tak namiętnie jak w racuszkach drożdżowych prosto z Mazur. Racuszki to jest zdecydowany kulinarny hit tego roku.



Następny ( dzięki Bogi niegroźny ) nałóg baby to książki. Całkiem przypadkiem baba wpadła na przeuroczą serię książek Jan Karon, opisującą życie w prowincjonalnym miasteczku. Niezwykła ciepła i dodająca otuchy lektura. Baba pochłonęła wszystkie części i znalazły one swoje miejsce w dość pojemnym serduszku baby :-)


Za to tej serii nie trzeba nikomu przedstawiać. Baba za książki Georga R.R Martina zabrała się przez tegoroczne święta i napiszę tylko,że taki talent jest nieludzki. Dobrze, że baba mogła pospać dłużej, bo inaczej miałaby ciężko pozbierać się rano po zarwaniu nocy na lekturze.



Z całkiem innej beczki - baba nie miała pojęcia jak szalenie praktyczne w stajennym użytkowaniu okażą się chusteczki dla dzieci. To jeden z takich nie końskich wynalazków baby, który zajmuje w tej chwili poczesne miejsce w pace. 

Służą do czyszczenia sprzętu, szczotek, butów ( wszak w brudnych butach na koń to hańba !) i araba oczywiście :-) 

I olej kokosowy. Następny hit tego roku. Baba już rozpisywała się o olejkach i jest to fakt powszechnie znany,ze baba uwielbia olejki w każdej postaci. Dlatego olejku kokosowego nie może zabraknąć w kuchni baby. Sprawdza się doskonale w codziennej pielęgnacji skóry i włosów, ale także jako olej spożywczy. Jako dodatek do surówek baba wykorzystuje olej lniany lub oliwę z oliwek w wersji czosnkowej. Hmmm, to połączenie wprost rozpieszcza kubki smakowe.
A baba wychodzi z założenia,ze trzeba siebie rozpieszczać jak najczęściej :-)










wtorek, 29 grudnia 2015

Dzień z życia araba XIX

Baba bardzo rzadko ma towarzystwo do jazdy, więc tym bardziej była szczęśliwa,ze ten cudownie ciepły dzień, mogła dzielić z bliską osobą
Wiało przeokrutnie, ale pojechali w las, w szumiące drzewa, kobierce liści, nacieszyć się słońcem i własnym towarzystwem, bez zegarka, bez pośpiechu :-)


Arab wygląda zza krzaka :-) i w końcu widać,że baba jeździ, a nie ściemnia:-)


Pełne skupienie "w pracy"



Marcheweczka mniom, mniom ;-) Jakby nie było, zasłużona.

Arab po jeździe przechodzi wszelką kosmetykę podwozia : mycie, chłodzenie i czyszczenie. Wszak bez nóg nie ma konia, więc baba dba jak o własne.


I za każdym razem zakłada na nogi ochraniacze. Baba spotykała się wielokrotnie z pytaniami odnośnie ochraniaczy, po co i na co taki wynalazek :-)
Tak więc, dobry ochraniacz stabilizuje ścięgna podczas przeciążeń, chroni pęciny przed urazami i stłuczeniami. Arab akurat ma talent i baba niestety jest mądra po szkodzie. 
Nie wyobraża sobie na tą chwilę, aby arab biegał "na golasa" tym bardziej,że dobrej jakości sprzęt nie tylko stabilizuje, ale także działa jak amortyzator dla ścięgien i więzadeł, zapewnia wysoki komfort wentylacji ( co jest niezmiernie ważne, bo przegrzanie nóg jest potencjalnie kontuzjogenne ) i przede wszystkim chroni przed urazami. 
Ten film w rewelacyjny, poglądowy sposób tłumaczy dlaczego konie powinny nosić ochraniacze.


Baba przerabiała już z arabem nakostniaki po stłuczeniach, rany na pęcinach i choć arabskie przypadki nie były groźne to jednak można ich było uniknąć poprzez założenie na jazdę ochraniaczy.
Po przerobieniu skorupek neoprenowych oraz ochraniaczy pełnych ujeżdżeniowych baba wie co się w jej przypadku nie sprawdziło.
Nie poleca "włochatych" neoprenów w teren, bo łapie się w nie każda jeżyna i bardziej czepliwa roślinność. U baby odpada bo często snuja się z z arabem po krzakach. Pełne neopreny są bardzo przyjemne do jazdy na ujeżdżalni, Ale.... nie jest to inwestycja na lata. Baba wie, bo po 2 miesiącach szyła, kleiła i cudowała,żeby udało się im przetrzymać sezon. No i przegrzanie nóg gwarantowane, więc ochraniacze na pewno nie na dłuższe wypady.
Baba długo zastanawiała się nad wersją crossową dla araba, wszak do tańca i do różańca i gdzie szukać inspiracji jak nie u wkkw-istów :-)

Premium equine

Producenci prześcigają się w innowacjach. Wykorzystuje się materiały takie jak żel absorbujący wstrząsy, wkłady karbonowe, neopren 3D czy kevlar - materiał wykorzystywany w produkcji kamizelek kuloodpornych. A do tego ochraniacz często dodatkowo chłodzi nogę poprzez zastosowanie warstw izolujących ciepło :-)

Carbon gel vento Veredusa

A wszystko dlatego,ze nogi naszych koni są bezcenne.




Baba jest zwolennikiem profilaktyki w kwestiach zdrowotnych. Zdecydowanie lepiej zapobiegać niż leczyć, choć nie można zapomnieć,że nawet najlepszy sprzęt nie zastąpi rozprężenia, dobrego kowala i jazdy z głową.

















piątek, 25 grudnia 2015

Święta, święta :-)

 15 stopni na dworze, zieleni się trawa, kwitną bazie :-) Czy to aby na pewno Boże Narodzenie ?
Jest znacznie cieplej niż rok temu. Klimat szaleje, politycy debatują, ale "Kevin sam w domu" to niemylny znak,że jest jednak grudzień z jego całym, świątecznym szaleństwem.
Baba nie ma zacięcia do bycia konsumentem. Nie spędza czasu na gonitwie po marketach, nie szaleje na wyprzedażach i promocjach ...no generalnie nie lubi zakupów w ogóle. No, chyba,że chodzi o araba to jest jedyny wyjątek, kiedy baba zamienia się w "buszującego w zbożu".
Ale arab okazjonalnie dostaje prezenty, więc takie buszowanie od wielkiego dzwona jest.
Ech, święta to także czas babskich podsumowań.
Babie nie udało się znaleźć czasu na garnki. Ciągle ma to w głowie, żeby uczęszczać regularnie na garncarstwo i nie wybrała się ani razu. Powód - arab oczywiście. Zajęcia odbywają się akurat w dni araba, kiedy baba jeździ do konia i na razie nie ma widoków, aby baba poświęciła araba w imię lepienia garnków. Arab zdecydowanie by nie zrozumiał.
Nowy rok, zleci pewnie galopem. Ale baba jest o rok mądrzejsza, o tę kolejną przeczytaną książkę, o kolejny pakiet doświadczeń. I zdecydowanie bogatsza. Może portfel wciąż cierpi na anoreksję, ale bogactwa myśli nie da się przeliczyć na złotówki. Albo ilość zachwytów - jak wycenić ? A baba się nieraz zachwycała, zachodem słońca, śpiewem skowronka, albo zapachem żywicy kapiącej z szyszek niczym stopiony wosk. To nieuchwytne, ulotne ..ale jakże wartościowe w tym sensie wartości nieprzeliczalnych na dobra materialne lecz duchowe.
Tegoroczny wigilijny zmierzch, z księżycem przypominającym pyzatą, znajomą twarz i z mgłą kładącą się na trawę jak puszysty koc był taką kwintesencją magii chwili.
Zanim baba podzieliła się z arabem opłatkiem, pojechali na późny spacer.
 Słońce chyliło się już ku zachodowi, choć wybiła dopiero 15ta, ale najkrótszy dzień w roku już za nami. Teraz będzie już tylko więcej światła.





Las pachniał jak kadzidło. Zapach ziemi, butwiejących liści, żywicy i wilgoci. O każdej porze roku ten zapach jest inny. 


I w ten czas miłości i nadziei po raz kolejny baba docenia jaki ma skarb. I jak to wiele,że może z jego grzbietu patrzeć na świat, bo to całkiem inna rzeczywistość. Niby to samo, a jednak inaczej. Niby te same, znane ścieżki, ale jednak inne za każdym razem. Tak jak spacer nocą po utartych szlakach, gdzie zna się każdy kamień i drzewo. Nic nie wydaje się takie samo jak za dnia, bo gra światła i cienia jest zręcznym kuglarzem.
Wigilijny wieczór baba spędziła na pasterce w górach. 
Księżyc w pełni, niezwykle ciepła noc i dźwięki gitary - to też magia, jeszcze jedna czarowna chwila do kolekcji zachwytów :-)






niedziela, 20 grudnia 2015

Efekt Tyndalla.


Jeszcze chwile, chwil parę i przekroczymy Rubikon, magiczną linię pomiędzy dniem a nocą.
 Jednym z wielu pozytywów świąt jest wydłużający się dzień. Ale nie tylko. Baba najbardziej lubi przygotowania :-) i to ,że w końcu ma czas na to, aby z grzańcem w dłoni oraz książką zanurzyć się w ciepłym kocu.
Baba nie szaleje zanadto. Hurtowo powstają piernikowe choinki oraz orzechowe ciasteczka. No, może w tym roku dołączy do nich przekładany miodownik.

A tu prawie cała choinkowa ekipa.


A arab ? No, cóż. Baba powzięła kroki, aby przynajmniej trzykrotnie w ciągu tygodnia ruszyć arabski majestat i nie dopuścić do nadmiernego rozrostu araba wszerz. Co baba przyznaje nieskromnie, całkiem przyzwoicie się udaje.
I baba na arabie doświadcza czasami niezwykłości chwili. Duża wilgotność powietrza, dość wysokie temperatury co sprzyja parowaniu i voila, efekt Tyndalla gotowy.


Światło rozprasza się na miliardach kropelek wody tworząc spektakularne efekty świetlne.


I niesamowity klimat, rodem z Sherlocka Holmesa :-) Brakuje tylko psa Baskervillów.



Taka magia na pastwisku. Wszystko tonie w różowej poświacie.


A dzień zaczął się bardzo niewinnie. Ot, kolejny jesienny pejzaż.
Baba uwielbia jesień, ale nawet najpiękniejsza jesień w białej sukni nie zastąpi porządnej zimy.



A tegoroczna, złota jesień była niezwykle bogata w kolory. 


Było w czym szurać kopytkami :-)



Te miękkie dywany utrzymują się po dziś dzień. Baba bardzo lubi te leśne trakty, bo choć wokół jest ślisko i podłoże jest bardzo zdradliwe to w lesie jak znalazł na galopy.


I ten klimat ! Mglisty, niespokojny, a ileż cudów ukrywa.


Baba jest wdzięczna za te chwile pełne magii. I tyle cudów przed babą i arabem,że ach...:-)














sobota, 3 października 2015

Dzień z życia araba XVIII

Dni araba upływają na cichej kontemplacji radości życia. Ma swoje końskie stadko


i swoje dziewczyny ...


Baba może i byłaby zazdrosna, gdyby nie fakt,że baba jest tylko jedna i niezastąpiona:-)
Arab tradycyjnie zwiedza z babą okolicę. Czasami trafia się towarzystwo ..



I wtedy arab może wykazać się jako przewodnik stada.


Choć to baba jest najczęściej głównym i jedynym towarzyszem araba.


Takim super przewodnikiem jak arab, to baba nie jest. Co to, to nie. Baba potrafi zgubić araba w lesie.


Wpakować w jakieś krzaki ...


zbłądzić w nieznane ścieżki...


albo najechać Bogu ducha winnych ludzi...
ech, ta baba...


Kiedy baba nie wystawia araba na zagrożenie to jeździ i zwiedza okolicę.

Ostatnio była na przykład w Stadninie Koni Ochaby, która działa nieprzerwanie od 1952 r. Stadnina specjalizuje się w hodowli koni angloarabskich. Po zmianie właściciela jest szansa,że hodowla znów rozkwitnie i polskie angloaraby znów będą rozpoznawane w Polsce i Europie.

Widok na stajnię



Baba trafiła akurat na spędzanie młodzieży z pastwisk.




Droga na pastwiska. 


I boksy. Stajnia zrobiła na babie bardzo pozytywne wrażenie. Nie tylko czuć kawał historii, odciśnięty w tych murach, ale panuje w nich także dobra energia.Liczne wywietrzniki zapewniają dobrą wentylację, a boksy są przestronne i czyste. Do tego mnóstwo jaskółek dopełnia całokształt tego miejsca. Tam gdzie gniazdują te ptaki, pod dachem mieszka szczęście.


Gdy baba nie zwiedza okolicy i nie gubi araba, to bierze się za pichcenie.
Przepis na drożdżowe racuchy prosto z Mazur to jedna z najlepszych rzeczy, jakie baba przywiozła z wakacji.
Lekkie jak chmurka .. 




wraz z  domową konfiturą z jagód leśnych smakują jak czysta  kwintesencja lata.