środa, 31 grudnia 2014


Sylwester z arabem

Baba jest skłonna uwierzyć w istnienie istot magicznych. Baba – 100% racjonalistka.....toż to koniec świata!
Dokładniej rzecz ujmując rozchodzi się o strzygi. Nie te, które mają wysysać krew z Bogu ducha winnych obywateli ( bo od tej roboty są inne...instytucje ), ale te, które od lat są uważane za główną przyczynę kołtunów w końskich grzywach. To pomieszanie z poplątaniem frapuje babę od dawna – i jeśli potrafi racjonalnie wytłumaczyć węzły gordyjskie w arabskiej grzywie latem to nijak jej nie pasuje żadna teoria zimą. Nic nie lata, nic nie gryzie, arab łbem nie macha, nie musi się odganiać od natrętów, nie wyciera się, bardzo rzadko sie tarza...a kołtuny są, codziennie, zawsze jeden, czasami dwa,żeby temu jednemu nie było smutno...heh, jeśli to nie strzygi to kto ?

Żeby było ciekawiej to strzygi mają też sposoby na warkocze. Potrafią je pozawijać wokół własnej osi, poplątać ze sobą w taki sposób,że nie wiadomo gdzie jest początek, a gdzie koniec. Aż strach podejrzewać araba o takie zdolności ... 


Sprawa tajemnicza i z pewnością nadaje się do Archiwum X.
 Wracając do spraw przyziemnych, baba postanowiła pożegnać stary rok "po staremu", czyli wyjechała w teren.
Mróz odpuścił, ale baba pomimo wszystko wybrała opcję z podgrzewanym siedzeniem :-). Zdecydowanie zima plus jazda oklepowa to dobra kombinacja.


Huki i wystrzały nam nie straszne, Jedziemy w stronę słońca.


Przed nami leśne trakty


i takie widoki z "góry". Rzut okiem na okoliczne wsie.


Nasze ulubione leśne jeziorko zamarzło, baba nie sprawdzała grubości tafli, ale po śladach widać,że od groma zwierzątek urządzało sobie ślizgawkę.


Mniom, mniom, pyszny ten świerk :-]. Arab skorzystał z przerwy na szybkie małe co nieco.
Hmmm, arabowi do pyska z białą odmianą.


Niebo nad nami to rychła zapowiedź odwilży.


A przed babą wyzwanie, które polega na ogarnięciu niesfornych kołtunów.
Baba ma nadzieję,że strzygi dziś imprezują i nie wpadną z wizytą do boksu araba :-)
Ale jeśli już, to baba się zawzięła, aby strzygom jak najbardziej utrudnić zadanie.


Nowy Rok pokaże czy skutecznie :-]






sobota, 27 grudnia 2014

Winter is coming 

No i doczekałam się. Przyznaję na razie sypnęło nieśmiało, bez nadmiernej szczodrości - więc z arabem na razie nie zaszalejemy w białym puchu. Ale w górach to już inny świat. Otwarły sie bramy do Narni :-)
Temperatury grubo poniżej zera to spora odmiana i niezły szok termiczny, tym bardziej,że jeszcze kilka  dni temu było 15 stopni na plusie.
Zima pokazała się w całej krasie. Dzisiejszy cel to szczyt Błatnia 917 m.npm. Trasa prawie,że spacerkowa, zajęła nam zaledwie 3.5 godziny w obie strony.


Liczyłam,że będziemy przecierać szlak, ale na trasie było dziś niezwykle tłoczno...i bajkowo.



Ta "mgiełka" widoczna w oddali to nie mgła...ale smog. Strach się bać co wdychamy w sezonie grzewczym brrr.



Grzane piwko nigdzie mi tak dobrze nie smakuje jak w schronisku. Warto było się wdrapać na samą górę, oj warto :-]


Zimo trwaj !!





czwartek, 25 grudnia 2014

Dzika natura Baby :-]

Innymi słowy - święta "spędzam" z Łukaszem Łuczajem. Aniołek się postarał i podarował babie fantastyczną książkę.


Należę do tego grona osób, które lubią wiedzieć. Od lat chodzę do lasu i w góry z atlasem botanicznym i jeśli czegoś nie potrafię nazwać, to mam pomocną dłoń w postaci książki.
Przyznam,że do tej pory - czyli do czasu poznania pracy Łukasza, nie miałam odwagi zbierać mniej znanych gatunków. Patrząc z perspektywy czasu, mogę śmiało powiedzieć,że dużo więcej wiem na temat roślin trujących niż jadalnych.  Ale mam zamiar to zmienić na wiosnę i przekonać moje kubki smakowe do nowych wrażeń . Na pewno większość osób kojarzy tak powszechne dzikie zielska jak szczaw, mniszek czy czosnek niedźwiedzi. Jeszcze większa część zbiera dary lasu w postaci borówek czy grzybów. Dla mnie ogromnym zaskoczeniem jest fakt,że połowa rodzimych gatunków grzybów z 2500 jest jadalna - a ja rozpoznaję zaledwie 6 gatunków !
Cóż za ignorncja ;-)
Arab uczy mnie czasami nowości i to dzięki niemu potrafię rozpoznać gatunki typowe dla podgórskich łąk. Nigdy żadnego nie próbowałam, ale wierzę,że sa dobre, bo arabowi ogromnie smakują :-)



Jako dziecko zbierałam słodkie kwiaty miodunki, a na "ała" najlepszym sposobem były okłady z babki.Czas odszukać w sobię tą nieokrzesaną ciekawość dziecka i powrócic do korzeni - do natury i korzystać pełniej z otaczającego nas dobra.




środa, 24 grudnia 2014

Dzień z życia araba XIII.

Arab wygrzewał sie w słoneczku, gdy wpadła baba z "opłatkiem". Arab się domyślił,że jabłkowe plasterki były przeznaczone dla niego, bo nie próżnując wszystkie schował do brzuszka.
Pogoda tak piękna,że baba miała wrażenie,iż jest koniec marca, a nie początek astronomicznej zimy.Pomimo porywistego wiatru zabrała araba na spacer, żeby spędzić z arabem choć część dnia.Baba słyszała takie wróżby noworoczne,że caluśki nowy rok będzie taki jak dzień wigilijny, więc juz wiadomo, co baba będzie robić przez najbliższe 12 miesięcy ;-]
Hmmm, ciekawe co będzie robił arabiszon....niech no zgadnę :-]


Po wyłowieniu arab ze stada, baba z arabem ruszyli przed siebie. Pomimo wichru, pomimo błota....a co tam. Arab jest wind and waterproof.


Baba na arabie robi słit fotkę :-). Araba coś straszy i nasłuchuje.

Prawie jak trasa crossowa...


 A wokół kolory ...zimy ?


Wieje, oj wieje, tak mocno,że kładą się trawy i arabiaste uszy.

Cudownie nas grzało :-)


Nie tylko nas, bo wokół latały całe chmary muszek !! 


Baba bierze się zaraz za lepienie uszek. Niestety nie uszłyszy co arab powie o północy, ale jest pewna,że jutro jej arab powtórzy - po swojemu :-)



wtorek, 23 grudnia 2014

Baba od kuchni ;-]

Sezon na świąteczne łasuchowanie uważam za rozpoczęty. Zwierzaczkowe ciasteczka już upieczone i sprawdzone, czy aby jadalne.


Makowiec także już przeszedł crash testy na ocenę celującą. Baba uwielbia makowce, które nieodmiennie kojarzą się jej z atmosferą świąt. Pomimo,ze wymagają mielenia, ucierania, ugniatania - czyli sporej uwagi, to wysiłek jest warty zachodu,



Przedświateczną bieganinę baba wykorzystuje do nadrabiania zaległości czytelniczych, z czego cieszy się najbardziej kot, bo może do oporu leżeć przy babie i włączać mruczando na zawołanie.
Arab ma od dwóch tygodni wolne. Silne wiatry uniemożliwiają jakąkolwiek jazdę, więc arab nie jeździ, ale chodzi z babą na spacery.


Chodzimy do lasu - i bywa mroczno ;-]


bywa też magicznie - gdy choć na chwilę zza chmur wyjdzie słońce...


oraz mokro... ja mam gumowce, ale drzewa nie mają wyboru i muszą kombinować jak się utrzymać w grząskim gruncie. Na zdjęciu ciekawostka botaniczna - korzenie podporowe olszy.


Baba nie ma zamiaru spędzić całych świat przy stole, o nie. Popędzi podzielić się z arabem opłatkiem i marchewką z Biedronki ;-) a następnie uda się na góralską pasterkę. Trzeba zadbać o linię,żeby arab nie narzekał na nadprogramowe kilogramy ;-]











niedziela, 14 grudnia 2014

I'm a horseaddict.
                                                                     fot.źródło internet

Prawda najprawdziwsza - dwa dni bez konia to już prawie jak odwyk, nie dość,że się babie arab śni po nocach to jeszcze ciągle jej siedzi w głowie. Baba zaczyna rozważać jakiś urlop bez araba,albo najlepiej z arabem w nieznane, w stepy, w traw morze . Oj, chyba baba musi zacząć odkładać do skarbonki na arabskie wojaże :-).
Wczorajsze galopady utwierdziły babę w przekonaniu,że najfajniejszą rzeczą jaką może zaproponować arabowi jest duża ilość urozmaiconego ruchu. Jednym słowem radosne galopy to jest to co araby kochają najbardziej. Baba też kocha, ale brak ogólnej kondycji wyszedł dziś babie bynajmniej nie na zdrowie. Z powodu zakwasów, baba zabrała araba na oklepowo-kantarowy spacer w góry. Innymi słowy, baba się dziś poddawała hipoterapii w zimowo-jesiennych okolicznościach natury,



Arab korzystał z uroków zimy :-) i wyjadał co smaczniejsze zioła schowane pod pierzynką z suchej trawy,.


Ostatnie powroty są zawsze spektakularne, bo towarzyszy nam zawsze zachód słońca. A jako,że baba ma  fajniejszą miejscówkę niż Mały Książę to z może oglądać te zachody z grzbietu araba, w nieskończoność....






sobota, 13 grudnia 2014

Dzień z życia araba XII

Baba śniła przez cały tydzień o galopadach na arabie - bo arab jest jak choroba i uzależnienie w jednym :-)
 Nie żeby arab był zbytnio zaniedbany...no może odrobinkę, bo baba zwykła wpadać w tygodniu, pucować, smarować kopytka i tyle ją arab widział. Ale cóż baba może poradzić,że dzień krótki - żeby nie było dużymi krokami zbliża się najkrótszy dzień w roku, no i grudzień jak zwykle bezśnieżny...
Ech, nie ma co wpadać w depresję - na koń trzeba. A trzeba wspomnieć,że tegoroczny Mikołaj i o arabie nie zapomniał, bo był grzeczny przez calutki rok :-]. Także baba postanowiła wypróbować w praktyce ten jakże praktyczny prezent o Mikołaja, będzie w sam raz na terenowe wypady.

Arab znalazł świąteczne drzewko - już przystrojone w czerwone "bombki".
Koniecznie chciał sprawdzić czy porządnie trzymają sie gałązek :-]


Baba ruszyła z arabem bez konkretnego planu. Wczorajsza wichura rzuciła w lesie masę kłód pod nogi, więc baba skwapliwie omijając las ruszyła wraz z żołnierską pieśnią na ustach ku otwartym przestrzeniom.



Ponieważ baba ma zna dobrze tylko 2 żołnierskie przyśpiewki - więc po dość szybkim wykorzystaniu repertuaru zaczęła układać zwrotki do terenowej przyśpiewki. Tak to leciało...
" Na arabie w świat daleki, przemierzymy, lasy, rzeki i na stepy hen ruszymy gdzie się w trawach zanurzymy ..."
Rzeka była...


I stawy były....choć babie się stawy z arabem nie rymowały



W drodze powrotnej słońce już się chyliło ku zachodowi, arab wrócił do stajni w sam raz na obiado-kolację.



Babie udało się dziś wcielić sny w rzeczywistość. Musi jeszcze poszukać jakiegoś stepu ...ale to już będzie wyzwanie na nadchodzący rok.







sobota, 6 grudnia 2014

Baba w kinie.

Są takie filmy, do których lubię wracać - dlatego postanowiłam zrobić mój własny, subiektywny ranking. Filmy ważne, inspirujące, po prostu piękne. TOP TEN baby czas zacząć.
A w czołówce dzieło Kevina Costnera. Nie pamiętam ile razy oglądałam Tańczącego z wilkami, ale za każdym razem ten film mnie głęboko porusza. Może mam duszę starego Indianina, kto wie...Jako dziecko zachłannie pochłaniałam wszystkie książki A.Fiedlera, uczyłam się z zacięciem słów narzecza Lakota, więc ten film chyba był stworzony z myślą o mnie :-]



W odmienny stan ducha przenosi mnie Forrest Gump. Pamiętam,że mój znajomy z akademika miał nad łóżkiem cytat z filmu, który był jego mottem przewodnim .."Run Forest, run.."
No matter what will happen - always run ;-)

Forrest przypomina mi,aby pielęgnować w sobie duszę dziecka i ufnie patrzyć na świat., wyznaczać sobie cele i uparcie do nich dążyć.Pamiętajcie,że każdy dzień jest jak pudełko czekoladek - you never know what will happen.


Następny film ma w sobie wszystko co może się podobac babie. Są konie - także arabskie, jest przygoda, jest człowiek, który łamie stereotypy i pokonuje własne słabości, jest przesłanie...Jednym słowem Hidalgo

Następna pozycja to film o honorze. Mnie zachwycił, bo jest po prostu piękny - niewiarygodnie wręcz plastyczny, pełen barw i dźwięków.
Hero ...perhaps the most beautiful film, ever made...- zgadzam się w 100%


Trylogia Władca pierścieni to klasyka i idę o zakład,że WSZYSCY  znają, może nie wszystkim sie podoba..ale mnie ten film wgniótł w fotel - dosłownie. Szczególnie ulubiona III część, Powrót Króla - mogę oglądać dowolną ilość razy, za każdym razem " nie ma mnie w domu dla nikogo" :-)


Jak fantasy to musi być i scary... a jak scary to tylko w dobranym towarzystwie - i taka też jest obsada Wywiadu z wampirem. Brad Pitt i Tom Cruise stworzyli niezapomniane kreacje. Wywiad  jest .... zmysłową metaforą nocy. 



Uwielbiam Johna Malkovicha, dlatego w moim rankingu nie może zabraknąć Niebezpiecznych związków. Przyznaję, próbowałam przegryźć się przez książkę, ale wersja filmowa jest moim skromnym zdaniem duużo lepsza ( co generalnie się nie zdarza :-] ) - ba, to dzieło kinematografii !


Skoro już tak otwarcie piszę o moich męskich fascynacjach to jestem przekonana,że Hannibal Lecter czułby sie urażony, gdybym go pominęła. Milczenie owiec to tylko aperitif, bo Anthony Hopkins wcielił się mistrzowsko w postać Hannibala w następnych ekranizacjach : Czerwony Smok i Hannibal początek.


Najbardziej zabeczany film, który wycisnął mi z oczu hektolitry łez to Szeregowiec Ryan.
Podobnoż baby najczęściej beczą na komediach romantycznych...to ja nic nie poradzę,że jak zwykle jestem wyjątkiem od reguły. Tak płakałam,że nie widziałam zakończenia - i musiałam obejrzeć jeszcze kilka razy ;-]


Muzyka z Angielskiego pacjenta jest przepiękna, a film...prawdziwy, mądry, powalający, wzruszający, dosłownie epicki :-] Na pewno do powtórki jeszcze w tym roku.




Po głowie chodzi mi jeszcze kilka tytułów, które gwoli ścisłości dopiszę pod rankingiem :
The Piano - bardzo dobry film, ze świetnie skomponowaną muzyką...ale jak dla mnie książka lepsza- ale tylko troszeczkę :-)

Co gryzie Gilberta Grape'a - powiem krótko, staroć. Johnny Deep był jeszcze młody i piękny,a Di Caprio był dzieciakiem, ale stworzyli razem rewelacyjny film. Absolutny must see. Kto nie zna, niech żałuje.


Thelma i Louise to następny "antyk" :-) i nie,zeby baba miała 100 lat :-), ale zdecydowanie lubię dobre kino, a Thelma i Louise wpisuje się w ten kanon. 


Na koniec zostawiłam perełkę z lat młodości - Kruk z niezapomnianym Brandonem Lee, który stracił życie podczas kręcenia scen do filmu. Ścieżkę dźwiękowa zdarłam od słuchania, a film nie tylko dla miłośników gotyckich klimatów. 
Dla baby Kruk to film zdecydowanie romantyczny, no, ale baba...wiadomo...nie wpisuje się w ogólnospołeczne trendy :-)