niedziela, 23 listopada 2014

Dzień z życia araba XI

Cały tydzień dało nam popalić. Kto nie dawkował kofeiny doustnie ten musiał zadowolić się teiną - najlepiej w wersji Earl grey.
Mgły i deszcze unieruchomiły araba na jakiś czas..tfu...w sumie to babę, bo koń może i dałby radę, ale baba zdecydowanie nie.
Dzisiejszy dzień to pierwszy słoneczny akcent od wielu dni. Akurat 5 stopni - więc prawie,że ciepło :-), można jechać i przewietrzyć myśli.


Arab miał najwięcej do przwietrzenia, Tereny to taka magiczna "myślodsiewnia", gdzie zmartwienia fruuu ulatują do słońca, a pozytywne myśli wpadają do głowy. Przynajmniej babie, bo arabowi niekoniecznie, szczególnie,że :
- nie ma zmartwień
-myśli o duperelach
-myśli za dużo :-)


Ciekawe czyj to cień ? 
Wyraz uszu araba świadczy o tym,że nie wie co o tym myśleć :-)


Gdzie tu iść ... tyle opcji, a baba jak zwykle wybiera wersję ekonomiczną.

Trzeba wrócić na czas, zanim zaczną się wieczorne szarości.
Ekonomiczna trasa nie oznacza,że arab nie poczuje w kościach,że chodzi...oj poczuje, tym bardziej,że zimowe futro spływa potem po każdej jeździe. Ileż się baba potem napoci ,żeby araba do sucha wytrzeć, to tylko baba wie. Póki mrozu nie ma to baba się nie martwi zanadto, ale już zima za pasem...oby tylko przyszła i zarzuciła białą suknią.




Robię na złość Putinowi ;-] 

i.......suszę jabłka.


 Pomysłem zaraziło mnie ulubione forum re-volta,a jako,że jabłka są w bardzo przyjemnej cenie, postanowiłam przypomnieć sobie ten smak z dzieciństwa.
No dobra, pierwsza myśl - to ususzyć jabłek dla konia ;-), ale gdy już kilogram zmieściłam na 2 kaloryferach to powstała idea owsianki z jabłkami, więc zabrałam się za obieranie i ćwiartkowanie pozostałych nieszczęśników, a teraz czekam na efekty w postaci pysznego śniadania.
Fakt faktem, arab by żeżarł i bez suszenia, w każdej ilości ... ale niech pozna jabłko w innym wydaniu.
Jako,że lubię zdrowe słodycze - najlepiej takie,zeby nie były za słodkie ;-], z dużą ilością bakalii, razowej mąki - hmmm....to zdecydowałam się na upichcenie ciasteczek owsianych. Świetnie pasują do herbaty,a i bez super smakują. Przepis zaczerpnięty z www.mojewypieki.com, , aczkolwiek zmodyfikowany, bo na oko dodałam zmielonych orzechów włoskich ( dużo ), rodzynek, zmniejszyłam ilość mąki, cukru i dałam więcej płatków niż w przepisie.
Pomysł na ciasteczka w takim wydaniu zdecydowanie do powtórki, tym razem ze śliwkami.


Skoro było pysznie to musi być także aktywnie - trzeba spalić nadmiar kalorii,żeby arab nie narzekał ;-)



niedziela, 16 listopada 2014

Dzień z życia araba X.

Baba miała nosa i udało jej się zabrać araba w teren zanim zaczęło padać. Baba z arabem nie robiła żadnych planów, pojechali przed siebie, a ponieważ dywany z liści  w lesie są taaak kuszące to odbili w lewo i pozwiedzali dziś leśne ścieżki.
 Arab międzyczasie musiał się nafukać - bo zobaczył straszną z punktu widzenia araba stertę rozsypanego jedzenia dla saren. Okazuje się,że nawet wysypane ziarno dla dzikiego ptactwa nie jest tak straszne jak go malują - i baba szybko opuściła żerowisko, bo znając araba, z pewnością skorzystałby z okazji na małe co nieco ;-]
Jedynym miejscem, gdzie widac,iż zbliża sie grudzień - są supermarkety. Przyroda nic sobie nie robi ze zmiany dat w kalendarzu...no, może drzewa "ucichły"i bezlistnie czekają na śnieg.


Na naszych brunatnych glebach z powodzeniem rosną lasy mieszane z bogatą warstwą podszytu i runa. Ma to swoje plusy.....


aczkolwiek leśne szlaki potrafią zamienić się w nieprzejezdne uroczyska.


Ale szczerze mówiąc, nie dla araba ;-]. Arab wszędzie wejdzie.


Głęboko w lesie stoi kapliczka. Można przysiąść na ławeczce i pokontemplować ulotność życia.


Następnie można pogalopować i dotrzeć do labiryntu - gdzie w szeregach stoją buki i strzegą lasu.


Dość skutecznie zresztą, bo baba z arabem jechali "na czuja" starając się odnaleźć ścieżkę wśród głębokiego listowia.
Ale dotarli, dosłownie chwilę przed deszczem. 
Arab hartuje się jak na konia bojowego przystało i oboje z babą czekają na zimę. Planów na zimę sporo, bo i nie było śniegu dobre 2 lata,więc jest co nadrabiać ;-)



niedziela, 9 listopada 2014

Think like a proton - always positive ;-]

Kilka lat temu trafiłam w sieci na film "Sekret"


Film jest niezwykle motywujący i choć nie do końca przemawia do mnie sama formuła filmu to jednak udało mi się wykorzystać w praktyce niektóre rady.
Einstein powiedział,że wszystko wokół nas jest energią, wszystko jest w ciagłym ruchu i oddziałowuje na siebie - taki swoisty "efekt motyla ". Możemy to ignorować co nie zmienia faktu,że jesteśmy trybikami czegoś znacznie większego niż my sami,
Poczucie szczęścia jest czymś bardzo indywidualnym, choć samo uczucie jest uniwersalne - bez trudu rozpoznamy,że ktoś jest szczęśliwy bo epatuje pozytywną energią i optymizmem, a to język uniwersalny na całym świecie.
Droga do szczęścia ? 
Jeśli istnieje to z pewnością prowadzi do naszej...głowy. Wszystko zaczyna się od sposobu myślenia, wolność jest stanem umysłu, więc dlaczego nie poczucie szczęścia ?
Czy potrafimy doceniać to co dostajemy od życia?
Jeśli nie to czas zacząć :-)
W internecie pojawiła się inicjatywa, która zrzesza masę pozytywnie nakręconych ludzi.


http://www.100happydays.com/pl/ 

Osobiście nie wierzę,że szczęście możemy warunkować np będę szczęśliwa jeśli dostanę nowy rower/samochód /whatever. To oszukiwanie samego siebie - i czysty fake. 
Mój sposób na bycie szczęśliwą - to szukanie powodów do uśmiechu każdego dnia. Mam to szczęście :-),że moja praca daje mi niesamowitego kopa pozytywnej energii, ale to bonus od losu. 
Każdy dzień jest wyjątkowy i co najważniejsze - więcej się nie powtórzy. Tylko raz w życiu możemy przeżyć 9-ego listopada 2014 i tylko od nas zależy czy znajdziemy danego dnia coś co uczyni go wartościowym, za co będziemy wdzięczni.
Moje podsumowanie dzisiejszego dnia :
  • pyszny niedzielny obiad
  • przemiły spacer w przmiłym towarzystwie
  • słoneczny, kolorowy dzień - wygrzałam się jak kot:-)
  • mój kot - zawsze powoduje,że mam uśmiech od ucha do ucha
  • piękna książka, która właśnie czytam
  • storczyk puścił nowe pędy i kwitnie jak szalony- to mnie szczególnie cieszy, bo jestem ogrodnikiem-amatorem, ale widać ta odmiana jest amatoro-odporna :-)
  • Jutro mam wolne - jupi :-) i zamierzam to wykorzystać na maxa


Jednym słowem - z tym się w 100% identyfikuje ;-]







sobota, 8 listopada 2014

Dzień z życia araba IX

Sobota to z pewnością dzień konia, choć mleczne chmury popsuły arabowi dzień.
Kto to widział,żeby spędzać cały boży dzień w stajni...nuuuuuda do kwadratu. Ale arab ma tajną broń - babę,a baba jest niezawodna.
Baba wpadła na stajnię w towarzystwie gara pełnego pachnącego meszu, wysupłała z kieszeni parę marchewek, ubrała gumowce i powiedziała arabowi - idziemy!
Cuuudowne tu i teraz, maszerujemy w góry, baba zabiera araba na podgórskie łąki.
Arab nadstawia uszu, co też ta baba jeszcze wymyśli :-)


Przed nami łąki. W lesie cisza, szeleszczą tylko liście pod kopytami araba.




Najlepsiejsze na świecie zioła, prawie jak alpejskie. 


Arab spędził ze swoją babą udane popołudnie. Pochodzili, pozwiedzali, pojedli....no, w sumie to tylko arab. Za to baba po powrocie do domu nadrobiła zaległości w przyjemnościach - zabrała arabowi JEGO marchewki i zrobiła ciasto marchewkowe z bakaliami.


Jest pyyyysznie ;-]






piątek, 7 listopada 2014

Wyprawa do Mekki

czyli gdzie każdy arabiarz powinien się udać choć raz w życiu ;-]. Oczywiście,że Michałów - w moim przypadku bo bliżej, lub Janów Podlaski dla tych co bardziej na północy.
 Michałowska i Janowska Stadnina Koni Arabskich to z pewnością jedne z najbardziej utytułowanych stadnin na świecie. To stąd wywodzą się konie, które podczas corocznej Pride of Poland są sprzedawane za grube miliony.
Wybrałam się do Michałowa w 2013 roku na przegląd hodowlany - i było to doznanie ze wszechechmiar estetyczne. Prawdziwa uczt dla oczu.

Michałowskie stajnie i pastwiska







W oczekiwaniu na pokaz




Ogiery czołowe Michałowskiej stadniny
Chimeryk



Ojciec i syn...jak dwie krople wody


Żywy ogień...18-letni ogier w pełnej krasie





Czempionka klaczy 2013 Pride of Poland


Klacze z arabskim przychówkiem



Rosną nowe championy


Subtelne piękno





Na koniec zwiedziłam stajnie. Między innymi część gdzie żrebaki spędzają beztroski czas wraz z ich mamami. 


Młoda latorośl ma duuuużo miejsca do wspólnych zabaw


Nie tylko araby ...


ale też nie mniej egzotyczne taranty,




Wizyta w stadninie była wspaniałym doświadczeniem. 


Michałowska kraina to niezwykle urokliwy region Polski. To stąd wywodza się soki z Pińczowa :-), a także jedne z najlepszych koni na świecie.
Może araby to nie konie na miarę Totilasa i odbiegają znacznie od ideału budowy współczesnego konia wszechstronnego, ale... te konie są równie piękne co wyjątkowe, a obcowanie z takim żywym "dziełem sztuki"na codzień  poczytuję sobie za ogromny zaszczyt i przywilej.
































wtorek, 4 listopada 2014

Jesień w białej sukni.

No i mamy jesień na całego. Szał zmiany czasu "zjadł" mi tą drogocenną godzinkę słońca i koniec końców moje wizyty na stajni to hiper szybkie czyszczenie, jazda z zegarkiem w ręku i fajrant. Nie powiem - zwierzakowi służy :-), szczególnie to ostatnie.
Arab jest dopieszczony i pochwalę się,że po 4 latach udało mi się w końcu wyhodowac jabłuszka na sierści. Zachodzę w głowę jak :-), bo oprócz siana wprowadziłam do diety - jak co roku w sezonie zimowym, słonecznik, jęczmień i owies + zestaw minerałów i witamin.
Arab częsciej korzysta tez z dobrodziejstw siemienia lnianego, bo z racji,że zakupiłam w młynie worek otrąb to staram się 2 razy w tygodniu przygotować mesz i podaję go w ramach wieczornego karmienia. Może to te moje gotowanie tak pozytywnie wpłynęło na jego kondycję :-)
Arab po prostu kwitnie i jesień nam niestraszna - szczególnie taka ....


Uwielbiam te kobierce liści pod kopytami i zapach ziemi jesienią . Jesień jest magiczna, szczególnie w takiej oprawie ze złota.




Staram sie, aby arab miał bardziej urozmaicone życie - choć idę o zakład,że gdyby on miał wybór to byłby to żywot bogaty, ale w treści pokarmowe :-). Ja jako baba zabieram mu jego cenne godzinki spędzone przy żłobie i robimy cos sensownego...no..mnie więcej :-]. Dziś na przykład były przejścia, zagalopowania, wolty w galopie, żucie z ręki - wczesniej jazda w rozluźnieniu na pobliskich polach i oswajanie "zua" jesli czaiło się w krzaczorach. Jestem z araba bardzo zadowolona - z siebie nieco mniej bo jednak łapie się wciąż na tym,że niemiłosiernie się garbię i są momenty,że jesteśmy jak centaur, a są momenty,że ja jestem jak bagaż - w dodatku w wydaniu wielkogabarytowym :-). Mam jednak niecny plan i zamierzam wdrożyć go w życie, aby poprawić swoją pamięć mięśniową. 
Oprócz niecnego planu, wdrożyłam w życie regularne ćwiczenia na koniu. Zainspirowała mnie książka, która ostatnio dostałam w łapki.


 Arab się do tego idealnie nadaje, bo mogę go puścić luzem na długiej wodzy, a sama zająć się wzmacnianiem swojej ogólnej kondycji i walką z paskudnymi nawykami. Można śmiało powiedzieć,że na koniu da się uprawiac pilates :-)
Ja szczerze polecam.