środa, 22 października 2014

Kocie sprawki.

Gdy pada deszcz to koty się ...nudzą. A znudzony kot to nieszczęśliwy kot, więc postanowiłam wykorzystać dzisiejszą aure na uzupełnienie zapasów kocich smakołyków.
Moje koty codziennie dostają mięso oraz suchą karmę. Muszę przyznać,że do niedawna nie zdawałam sobie sprawy,że karma, którą podaję - tak naprawdę szkodzi, a nie pomaga. A kupowałam zwierzakom karmę, która zawierała 35% mięsa...a jak się okazuje, pomimo ceny kupowałam -dosłownie, kota w worku i taki koci "junk food".
Po przeczytaniu tego artykułu z forum otworzyły mi sie oczy :

Jak żywić kota zdrowo i niedrogo - poradnik

I zaczęłam dostrzegać korelację pomiędzy alergią u mojej kotki, a zawartością soi oraz glutenu w suchej karmie.
Jak na razie przetestowałam 3 karmy z pierwszej "5"tki karm bezzbożowych. Mój kot to najlepszy tester i jak na razie wygrywa Acana oraz testowany w tej chwili Taste of the Wild :-).


Taste of the wild to zdecydowanie dobry wybór - jest tanio, smacznie i zdrowo. Zawartość mięsa 50% ( Acana 70 % ). 


Jestem ciekawa ile karmy nam "zejdzie" bo przy Acanie mój kot praktycznie nie ruszał już świeżego mięsa, co jest dość dla niej nietypowe.
Co do świeżego mięsa - robię małe porcje z łopatki i zamrażam. Polecam ta metodę dla zabieganych, bo z pewnością jest to lepsze wyjście niż pchanie w zwierzaka karmy z puszki, która zawiera w porywach 4% produktów pochodzenia zwierzęcego ( np piór, zmielonych kości ), a reszta to same wypełniacze - już się sama zastanawiam co gorsze....
Wpływ sklepowych karm na zdrowie kotów jest dokładnie udokumentowane. Taka karma z marketu uszkadza wątrobę, powodując jej otłuszczenie, ma koszmarny wpływ na cały układ pokarmowy oraz przyśpiesza zgon zwierzęcia. Więc jeśli chcemy aby nasi milusińscy byli zdrowi to nie pakujmy w nie śmieciowego jedzenia "z wygody".
Zastanawiam się, skąd wziął się mit,ze koty powinny pić mleko ? Otóż, nie powinny. Ludzie swoją drogą też nie, bo mleko to alergen wysokiego ryzyka, a dodatkowo stanowi potencjalne zagrożenie nowotworowe. Kot + mleko = biegunki, chore zatoki, chroniczny katar. Przyznaję,że też kiedyś mojego kota uszczęśliwiałam śmietanką bo przecież taaaak lubi...i miałam chorego, wymęczonego antybiotykami "szczęśliwego" kotka. Mogę śmiało powiedzież,że moje zwierzaki zmieniły moje nawyki żywieniowe. Wszyscy jesteśmy zdrowsi odkąd mleczny nabiał został wyeliminowany z codziennej diety...a kocie choróbska przeszły jak ręką odjął po odstawieniu felernej śmietanki.
Codzienność zaskakuje i pewne rzeczy przyjmujemy na wiarę, bo ktoś/coś kiedyś usłyszał i wydaje się nam,że jest dobrze tak jak jest, bo przecież pies / kot zawsze jadł karmę z Tesco i żyje. Ok, może i żyje ale z pewnością nie nacieszy się długo dobrym zdrowiem tak jak zwierzak żywiony pełnowartościowym pokarmem. To samo tyczy się nas - właścicieli, z tym,że nasza długość życia jest wielokrotnie większa. Dla psa i kota, rok to całe lata, a dla nas tylko 12 miesięcy. To robi róznicę.





niedziela, 19 października 2014

Dzień z życia araba VIII.

Takie dni jak dziś to bonus od Pana Boga - trzeba wykorzystać :-). Arab korzystał - a jakże, nawet bez baby. Za to baba była dziś jakaś taka....dziwna i zamiast obiecanych galopów były stępo - kłusy. No, ale czasami baba jest w gorszej formie. Twierdzi,że jest zmęczona, arab by za to pobiegał... ale spacer to też jakaś alternatywa.
Wczoraj arab pokazał babie jak bardzo się stara więc dziś się oboje "resetują"na jesiennych ścieżkach.





Zaczarowany las



Nasze "oswojone" ścieżki.



Baba jest ostatnio bardzo zadowolona z araba i jego chęci współpracy. Arab jak to arab, nafuka się czasami co nie upośledza jego czynności mózgowych zanadto i jest w stanie myśleć w trybie online o pracy a nie czających się koniożercach.
Arab wie,że baba ma już niecne plany i o ile pogoda nie popsuje jej szyków - będą testować nowe ogłowie. Wstyd przyznać, ale arab popsuł "stare" i baba postanowiła kupić "nowe", skoro poprzednie jest już w strzępach. Heh, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :-).

wtorek, 14 października 2014

Weekendowo....

Skoro już mamy weekend i to w dodatku tak piękny - to nie ma mocnych,żeby nie spędzić go aktywnie. Tradycyjnie - weekendowo zakasałam rękawy i zabrałam się za pieczenie drożdżówki. Tym razem powstał drożdżowy wieniec z orzechami włoskimi i czekoladą. Nie jestem czekoladolubna :-) lecz w takiej wersji nawet czekolada zyskuje nowe, bardziej apetyczne oblicze.


Poza tym spodziewałam się gościa :-). Miły gość przyjechał w niedzielę i pozwolił się porwać na cały dzień. Baaardzo pozytywnie naładowałam moje wewnętrzne bateryjki i odświeżyłam dawne znajomości. Gość był wytrwałym i znakomitym jeźdźcem - więc cóż począć z tak słonecznym dniem, ruszyliśmy w świat. Z końskiego grzbietu jest jeszcze piękniejszy ;-]


Dotarłyśmy nad Sołę


I spotkałyśmy Pana Ułana, który był tak miły i zrobił nam to zdjęcie.


Pan Ułan porozprawiał o starych czasach, o kawalerii, rotmistrzach Wojska Polskiego, polityce i ...zaprosił nas na ryby z własnego stawu. No cóż, nam trzeba było ruszać w drogę, ale kto wie, może skorzystamy kiedyś z zaproszenia. Tymczasem planowany postój pod sklepem pozwolił nam uzupełnić braki płynów :-). Konie skorzystały z rzeki.


Przed nami pola i długa droga do domu. Wokół wszystko przygotowuje się do wielomiesięcznej zimy. Jeszcze nie widać stad saren na rżyskach, jeszcze powietrze jest ciepłe lecz..zapach ziemi jest inny, ciężki od wilgoci i dymu.


Sweet home ... lecz droga jest kręta i pełna niebezpieczeństw :-). Arab to wie ;-]
Nie sposób ominąć lasu ... A tam uroczysko wśród sitowia.


I konie już obierają azymut na stajnie. Spisały się na medal.


Dotarłyśmy do celu po ponad 3 godzinnej jeździe. Wyprawa warta powtórki, tym bardziej,że doborowe towarzystwo było bezcenne. Cudownie jest dzielić sie tym co się kocha, wtedy nawet zwykła herbata smakuje inaczej, bo jest słodzona nie tyle cukrem co pięknymi wspomnieniami.






czwartek, 9 października 2014

Dzień z życia araba VII

Tak piękny i słoneczny dzień jest darem, który trzeba wykorzystać. Arab korzysta ze słonka od rana, a pełna pozytywnej energii baba wpadła na stajnię i od razu zaproponowała arabowi spacer.
Baba się dziś "zakałapućkała" z arabem - wyjechała na drogę i okazało sie,że nie ma przejazdu.
Finał taki,że arab baby nie zgubił, ale w fajnym tempie wrócił w stronę stajni.
Wczoraj baba zaciągnęła araba wieczorem w krzaczory - ech ta baba...nie dość,że jest ślepa jak kret i nie widzi po ciemku to jeszcze straszyła araba dzikami. Baba jeszcze nigdy nie widziała dzika na żywo, a jedynie ich "dziczą" działalność na łąkach. To się baba domyśla,że chodzą stadami i mogą w każdej chwili wyskoczyć zza krzaka-więc baba się boi dzika.
Nie, baba się nie nadaje do jazd o zmroku - i arab jest przerażony, bo baba obiecała,że kupi czołówkę i będą jeździć nawet wtedy gdy dziki buszują...arab też nie widział dzika, więc nie wie czego sie spodziewać.
Dziś obyło się bez spotkań ze zdziczałą zwierzyną, aczkolwiek arab był w lesie.


Koło lasu...

I prawie w lesie :-]..



Baba po spacerze zabrała araba na wyżerkę - mniam ;-] była trawka, jabłka prosto z sadu i świeże sianko. Arab nic więcej nie potrzebuje do szczęścia.





wtorek, 7 października 2014

Dzień z życia araba VI


Ilość słońca jest wprost proporcjonalna do częstości wizyt baby. Im więcej słońca tym więcej baby. Nie żeby baba zaniedbywała araba w inne dni, co to to nie :-]. Baba jest jak nieuchronny kataklizm, nie spodziewasz się, a baba wychodzi zza stodoły i bierze araba w obroty. Cały zeszły tydzień arab mógł poświęcić na  nic nierobienie, baba tylko przyjeżdżała z czymś na ząb i po zabiegach pielęgnacyjno-kosmetycznych i zostawiała araba w stanie błogiego nieróbstwa.
Dziś było inaczej. Baba uwielbia jesień więc arab już czuje pod kopytkami,że o ile nie zacznie znów padać to baba będzie codziennie...a to znaczy,że razem z babą odwiedzą stare ścieżki :-)
Niektóre z nich są tak stare,że arab juz nie pamięta gdzie prowadziły - ale jako czujny koń pustynny, arab z pewnością zrobi odpowiedni rekonesans w terenie.
 Baba się nie zna, nie ma tego szóstego zmysłu, który wychwytuje najmniejsze oznaki zbliżającego się "zua". I arab musi liczyć tylko i wyłącznie na swój wewnętrzny głos - a ten głos jest zawsze niezawodny. Dziś na przykład ostrzegł babę przed kilkoma zasadzkami czającymi się bezpośrednio pod kopytami araba. I co by ta baba zrobiła bez araba...ech...brak słów ;-]
Jedna ze starych tras prowadzi wzdłóz wałów nad rzeką Sołą. Baba chciała,żeby arab sobie pobiegał, ale nadrzędne zadanie araba polegało na zrobieniu rozeznania. Tak więc, arab "bada" teren.


A baba zachwyca się kolorami.




Po porządnym rozstępowaniu docieramy do wałów.


Na lewo Soła w pełnej krasie.


No to prostujemy kopytka ;-) i robimy rekonesans co w trawie piszczy


Arab był baaardzo zadowolony - rozeznanie terenu przebiegło wzorcowo, ale jeszcze bardziej cieszył go powrót do stajni.


Beskidy są jak kompas, zawsze prowadzą do domu.


W stronę słońca..


A w domu baba zabrała araba na popas, szczodrze sypnęła małym co nieco i obiecała,że przyjedzie jutro. Hmm...ciekawe co znowu wymyśli i gdzie zabierze prawie-nieustraszonego konia arabskiego....:-]












poniedziałek, 6 października 2014

W życiu cudowne są tylko chwile..

Heh, weekend ma to do siebie,że mija zbyt szybko.
 Muszę przyznać,że mój był wyjątkowo nie koński i bardzo aktywny. Piątek minął pod znakiem kocyka i książki oraz drożdżowych oponek, które robi się błyskawicznie i które w takim samym tempie znikają z talerza. Bardzo lubię robić wszelkiej maści drożdżówki. Mój absolutnie ulubiony rodzaj wypieku. Nie za słodki, fantastycznie puchaty i miękki jak chmurka. Kiedyś unikałam robienia drożdżowych ciast, ale wystarczyło odrobinę praktyki, aby drożdżowe ciasto na stałe zagościło na moim stole.



Sobota - rozczarowała, bo wszystkie prognozy zapewniały o przepięknej aurze, a niestety był psikus i pogoda miała londyński akcent. Nie ukrywam,że moje bateryjki podładowałam wieczorem na przeglądzie kabaretów, ale trening z arabem wypadł wyjątkowo niekorzystnie. Jak do tej pory wychodziłam z założenia,że dla chcącego nic trudnego i każde podłoże jest dobre...no i  zweryfikowałam swoje podejście o 180 stopni...bo w tak gliniastej i namokniętej brei po prostu nie dało się jeżdzić, a tym bardziej trenować. Arab jak zwykle zaskakuje, bo progresuje jak szalony, ale nawet z jego współpracującym charakterem nie przeskoczyliśmy ograniczeń natury "powierzchniowej".

Niedziela, wyjątkowo nie-końska, a Słowacka. Wybraliśmy się z ogromnym apetytem na zbiór grzybów na Słowację. Po dojechaniu do miejsca docelowego, była chwila aby ostatni raz rzucić okiem na mapę i przegrupować szeregi.



Pierwszego kożlaka znalazłam zaraz przy szlaku, w takich okolicznościach natury - ta przestrzeń zachwyca ...


Z kolegami koźlaka nie było już tak łatwo... ale za to muchomor czerwony nawet nie próbował się chować przed moim czujnym okiem. 




Im dalej w las tym więcej grzybów... niestety w większości zgniłych i w trakcie rozkładu. Ale za to spotkałam bardzo rzadkie widłaki Lycopodiales


oraz kobierce mchów tak gęste,że aż miałam ochotę się na nich położyć.


Nie sposób było nie zauważyć tropów niedźwiedzia brunatnego - tropy były świeże i dokładnie "zakonserwowane" w błotnistej ścieżce. Miś poprzedniej nocy przemierzał dokładnie tą samą trasę co nasza drużyna grzybiarzy i jego tropy towarzyszyły nam przez wiele kilometrów.


Widoki były cudne :-)
W drodze na szczyt,




Po dotarciu na szczyt, ci najbardziej wytrwali mieli pełne kosze.


Ja wyszłam z założenia,że jeśli grzyb będzie chciał zostać zebrany to się pokaże i tym sposobem lwią część mojej kolekcji zebrałam zaraz przy szlaku.
 Jak się okazało, ciche poruszanie się wzdłóż utartych dróg ma swoje plusy. Mogę z ręką na sercu powiedzieć,że zaparło mi dech w piersiach gdy trzy rosłe jelenie przeskoczyły ścieżkę 10 metrów ode mnie. Ich obecność była tak namacalna jak zapach piżma, który unosił sie w powietrzu a zaskoczenie tak wielkie,że jednyny ruch na jaki się zdobyłam to było rozdziawienie buzi w niemym zachwycie. 
Niestety, fotek brak ;-]

Kolory jesieni w drodze powrotnej. Jak ja uwielbiam tę porę roku ;-]

A jeśli ktoś tęskni za wiosną to można Zimowita jesiennego Colchicum autumnale pomylić z krokusem.
Oba kwiaty nieziemsko piękne, a Zimowit także nieziemsko trujący ( a także chroniony)


Grzybobranie uznaję za udane. Może ilość nie rzuca na kolana, ale wstydu tez nie ma. i wróciłam do domu z pełną siateczką. Kto nie był w lesie, niech żałuje i koniecznie nadrabia zaległości. 






środa, 1 października 2014

Dzień z życia araba V

Arab dziś został niespodziewanie oderwany od trawy jak rolnik od pługa, ale cóz..życie. Kowal is coming więc czekają go nowe "butki".
 Baba nie narzeka na kopyta araba, bo baba pamięta jak wyglądały kilka lat temu. Co więcej, baba musiała przejść szybkie przeszkolenie pt "Jak powinny wyglądać i funkcjonować prawidłowo prowadzone kopyta" – więc baba ma już wsparcie merytoryczne oraz fachowe – w postaci Pana kowala, który już taką wiedzę posiada. Możemy więc działać.
Arab oczywiście chodzi "na bosaka", bo mądre struganie daje 100 razy lepszy efekt niż kucie. Nie o to chodzi,że baba ma zapędy i mówi kuciu "nie" bo nie :-), ale rozumie,że tylko bose kopyto jest w stanie się zmieniać w czasie i prawidłowo pracować.
Baba wie,że kon ma 5 serc. Jedno w piersi, a pozostałe 4 w kopytach. Kopyta działają więc jak pompy, które tłoczą krew na cały organizm. Dlatego konie leczą się poprzez ruch – i to ruch w wiekszości przypadków jest najlepszym lekarzem.
Jednym słowem – jeśli arab ma duzo ruchu to jest koniem zdrowym i szczęśliwym..i baba tez jest szczęsliwa ... więc jeśli szukacje drogi prowadzącej do krainy wiecznej szczęśliwości to polecam zabrać wygodne buty i....pobiegać. Wyrzut endorfin gwarantowany, a pozostałe bonusy takie jak lepsze dotlenienie organizmu, lepsza pamięć oraz zdrowe serducho są w pakiecie za "free" :-)
Arab jest już dojrzałym facetem więc baba może ma zagwarantować codzienne wyzwania, choc prawdę mówiąc, arab ma w poważaniu te starania.
Arab sie stara, a owszem, ale na miarę swoich arabskich możliwości.
Baba jednak myśli za dwoje i pracuje za dwoje,a przede wszystkim nad swoim dosiadem i nad tym,aby arabowi jak najmniej na grzbiecie przeszkadzać. Arab pracuje nad masą a baba nad rzeźbą :-) dlatego stanowią taki udany team.