środa, 12 października 2016

Zmiany, zmiany...

Ostatnie miesiące były pod wieloma względami magiczne.
Ja, baba oświadczam, iż jestem żywym przykładem na magię - ona istnieje, realna i namacalna.
Karmiona dobrymi myślami rozwija się i wypuszcza nowe pędy, aby przyciągać do nas to co dobre.
Do mnie przyciągnęła wymarzoną pracę oraz moją ostoję - mój nowy dom.
To wszystko co spotkało mnie w ciągu ostatnich miesięcy, potwierdza regułę,że nic nie dzieje się bez przyczyny.
 I mam głębokie przekonanie,że jest Ktoś kto mnie bezgranicznie wspiera i odpowiada na moje wołanie. Nawet gdy wydaje się,że mój głos jest tylko echem na puszczy.
Nie wątpcie. Zaufajcie  :-)
Domek wydaje się być szyty na miarę. Gdy zobaczyłam zielony dach i okiennice, od razu mnie tknęło,ze to miejsce na mnie czeka.
Można powiedzieć,że domek czekał na kogoś kto go pokocha od pierwszego wejrzenia.
A teraz będzie dopieszczany i kochany na wszelkie sposoby.
Mam rozplanowany ogród z mnóstwem miododajnych kwiatów, pachnących ziół i letnich warzyw.
Znajdzie się miejsce dla licznej - mam nadzieję rzeszy ptaków ( budki czekają na zawieszenie ) a pod stropem czeka kwatera dla puszczyka. O ile raczy u nas zamieszkać :-)
Co jeszcze ... jak już mój domek ma być pełen zwierząt to czemu nie zaprosić od razu całej jeżowej rodzinki :-)
Czeka mnie mnóstwo pracy i intensywne przygotowanie do zimy. Nie tylko zakup drewna do kominka, ale także mniejsze i większe remonty.
A do tego ostatni dzwonek na ostatnie prace w ogrodzie. Część roślin będzie miała szansę się zakorzenić zanim nadejdą mrozy . Jabłonka już czeka na wiosnę, tak samo róże, bzy i hortensje.
W planach jest żyjący ogród pełen kwiatów, które będą cieszyć oko z pożytkiem dla pszczół i ptaków. Nie zabraknie bowiem świdośliw, malin, jeżyn oraz borówek. Dla wiewiórek - leszczyna. Miejsce już wybrane, po sąsiedzku z leszczyną sąsiada, co mam nadzieję przyniesie profit w postaci dorodnych orzechów.
Gdyby ktoś mi powiedział na początku roku,że pozamykam w tym roku najważniejsze wątki w swoim życiu, tylko po to, aby zacząć je pisać na nowo - to na pewno bym nie uwierzyła.
Udało mi się zmienić miejsce pracy na takie, które jeszcze rok temu było nieosiągalne.
Udało mi się spotkać osobę, która nadała właściwy tor mojemu jeździectwu - co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia.
Udało mi się zamknąć drzwi a otworzyć nowe, co jeszcze rok temu paraliżowało mnie strachem.
I widać przyszedł właściwy czas i miejsce na zmiany.
Teraz już tylko płynę na fali. Od dawna nie mam złudzeń, że to ja dzierżę jakieś wiosła. Więc daję się nieść i akceptuję wszystko co przyniesie mi los.
Araba też niesie ta sama fala :-). Gdzie ostatecznie wylądujemy razem - Bóg raczy wiedzieć :-)
Jedno jest pewne - jesteśmy w tym razem po uszy :-)







poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Polska rycerska


A w sumie to huculska, bo taki profil ma stajnia położona u stóp Beskidu Małego w Sułkowicach.



 Takie widoki towarzyszyły mi podczas 30 minutowej podróży do Sułkowic

                Stajnia stylizowana na średniowieczną warownie robi niezłe wrażenie.


W środku też mi się podobało. Czysto, przewiewnie, z mnóstwem jaskółek.
A jak są jaskółki to wiadomo,ze miejsce ma dobrą energię.



Imiona koni były urocze. Rekin, Nagietka, Wacik :-)


Nie mam pojęcia jakie imię dumnie nosi ten hucułek, ale pięknie zapozował ( co jak co, Pride od Poland trwa w najlepsze )

Huculska sekcja sportowa

oraz kawaleryjska


Za to najbardziej wpadły mi w oko rumaki bojowe.
W pełnym rynsztunku prezentowały się niezwykle majestatycznie.
Grupa Dextrarius, Bractwo Rycerskie Ziemi Ogrodzienieckiej zrobiła genialne show.
Ach, co za ludzie z pasją.
Z iskrą.
Nie mogłam nacieszyć oczu.
Jakby ktoś się zastanawiał...gdzie ci mężczyźni...to mam odpowiedź,
Są rycerzami :-)






Kruszenie kopii.


Ubijanie dzika. Dzik prawie jak żywy :-)

Zdjęcia powyżej Dawid Lach photography
( ja tak ładnych nie robię :-/ )

Poniżej moje wypociny. Może i fotograf kiepski ale chłopaki nadrabiają aparycją.




Pan Paweł na Wezyrze. Co za koń, co za jeździec :-)



Rycerze w akcji.
Pokazali klasę. 
Dla mnie ogromny, motywacyjny kop w zadek.
Nie, nie będę przerabiać araba na konia bojowego :-)
ale z pieczołowicie będę pielęgnować moją końską pasję.
Bo mieć pasję w życiu to jak wygrana w Totolotka :-)


video

video




video



      video












piątek, 5 sierpnia 2016

Arabski świat 

Kolejne miesiące minęły jak z bicza trzasnął, a baba wciąż ma wrażenie,że ma tylko pozorny kontakt z rzeczywistością.
Zmiana pracy, a obecnie intensywne poszukiwanie swojego miejsca na ziemi, sprawiają,że baba ruszyła z kopyta na jednym wdechu.
Intensywność działań dotknęła także jego wysokość araba :-), albowiem baba zaprzęgła arabiszona w regularny trening. I nie ma zmiłuj. Arab chodzi pod siodłem 5-6 razy w tygodniu, aby pod czujnym trenerskim okiem przekuwać zdolności w talent.
Bo arab ma możliwości, ma nawet chęci...aczkolwiek baba bijąc się w piersi przyznaje,że nie zawsze jest osobą zdolną do wyłuskania tych samorodków ukrytego talentu.
 Dlatego "oko" z ziemi jest nieocenione. Arab puchnie, baba puchnie i w tym ogólnym puchnięciu ma nadzieję odbić się od ziemi,aby jak balonik z helem wznieść się na wyżyny swoich możliwości:-)





Progres ogromnie motywuje babę, więc korzystając z lata i długich, słonecznych dni, męczy araba. 
Nawet jeśli tylko to "męczenie" ogranicza się czasami do zabrania araba od stada, które spędza parne popołudnia w cieniu rozłożystych wierzb :-)

Arab po lewej :-)


I wyruszeniu na łąki

Aby wśród majestatycznych kwiatów rudbekii rozprężyć jego arabską mość i nacieszyć się latem


Piękne, prawda :-)

Leśne trakty oferują cień, który także lubią całe rzesze insektów. 
Dlatego baba wykorzystuje las przelotowo...szast prast i już ich nie ma.



I to co arab lubi najbardziej, czyli patatajanie :-)
Trawa czasami wyższa niż arab z babą razem wzięci.


Samowola - jak baba nie widzi to jej nie żal, co arab skwapliwie wykorzystuje i "łapie" dodatkowe kalorie w drodze. Wszak męczą i jeść nie dadzą :-) to sobie trzeba radzić.


Koniec końców, baba z arabem spędzają aktywnie wakacje razem. 
Obyło się w tym roku bez wyjazdów baby, bez kontuzji konia - tfu, tfu, odpukać, więc większe zmiany w życiu araba dopiero przed nim.


Baba ma nadzieję znaleźć dla nich dom, który będzie równie pojemny jak baby serducho i znajdzie w nim swoje miejsce nie tylko arab, ale także cały babski zwierzyniec.





czwartek, 26 maja 2016

Dzień z życia araba

Wiosna rozpieszcza pogodą. Arab spędza całe dnie opychając się trawą - w sezonie pastwiskowym cały świat araba to jedna, wielka, zielona stołówka. Ino się schylić i przeżuwać. Dlatego baba tak się uparła i męczy konia z systematycznością, która zaskakuje nawet babę. A araba jeszcze bardziej.
Ale baba ma tajną broń w postaci kompetentnego, trenerskiego oka.


Więc arab się rozciąga, angażuje i pręży, aby jak najlepiej zaprezentować swoje walory konia wszechstronnie użytkowego. Toż to prawda powszechnie znana,że arab zarówno na wojnę jak i na czworoboki się nadaje. Baba co do tego nie ma żadnych wątpliwości.


A gdy baba już zejdzie z arabskiego grzbietu....


To arabski świat rysuje się w zdecydowanie w zielonych barwach.


I choć baba jak zawsze gdzieś się czai w pobliżu, to arab nie ma nic przeciwko.


Któż inny zabierałby araba na kwietne łąki tylko po to, aby arab mógł powybierać sobie co lepsze kąski do schrupania. Baba wie co jej arab lubi najbardziej i dawkę pracy rekompensuje sporą porcją przyjemności.
Dlatego arab tak stara się dla swojej baby być najlepszym arabem na świecie.

Zdjęcia - Anna Jagła 








niedziela, 8 maja 2016

Baba w rozjazdach.


Cudowny, słoneczny weekend spędzony tak jak lubię najbardziej - w doborowym towarzystwie.
Żywiecczyzna to nie tylko przepiękne pasma Beskidu Żywieckiego, liczne szlaki turystyczne i wyciągi narciarskie, ale także kraina bogata w konie i góralskie tradycje.
Przyznaję się bez bicia,że miłością wielką kocham otwarte przestrzenie nizin, ale Podbeskidzie to jeden z najbardziej urozmaiconych krajobrazowo regionów. To trzeba docenić. Dla takich widoków warto wstać rano i wyruszyć w drogę.
Tak, tak, więc doceniam.

Sielsko i anielsko. Wjazd to było niezłe wyzwanie dla samochodu, ale widoki były tego warte. Żywiecczyzna turystyką konną stoi, więc dominują głównie małe, przydomowe stajnie. Czasami położone na szczycie góry. Ale jakie widoki....




Tyle zieleni :-). I wszystko dla koni.


Typowo sportowych obiektów jest mniej, ale za to jak już coś jest, to konkret.
Ujeżdżalnia marzenie. Kwarcowy piasek, flizelinka...mrrrr miodzio :-)




Mrrrrrruczando :-) Kocia rodzinka. nie mogłam się oprzeć kociakom. Kocia rodzinka zaanektowała koński boks.

I taka ciekawostka - elementy góralskiego folkloru wpasowane idealnie w infrastrukturę jeździecką.
Wjazd na ujeżdżalnię


I piękna, drewniana hala. 


A nad wejściem do stajni dość częsty element - żeby było wiadomo, gdzie jesteśmy.


Niektóre z tych rzeźb to prawdziwe dzieła sztuki.


Które łapią za oko. Tak samo jak Beskidzkie krajobrazy.